1000 zł to dużo czy mało? A co z Twoimi oszczędnościami?

30

Przypuszczam, że Twoją pierwszą myślą na powyższe pytanie będzie co ja kombinuje i jakie jest ukryte dno? Chciałbym abyś teraz przez chwilę zastanowił się i szczerze na nie odpowiedział. 1000 zł to dużo czy mało? Dla jednych to spora część ich miesięcznej pensji, dla innych kwota przeznaczana co weekend na zakupy w hipermarkecie, a jeszcze dla innych wartość za którą sobie co miesiąc kupują nowe perfumy. A jak to jest w Twoim przypadku, to dużo czy mało?

Każda twardo stąpająco osoba powinna odpowiedzieć, że 1000 zł to nie jest mała kwota. A jeżeli stwierdzi inaczej, to znaczy, że stracił kontakt z rzeczywistością i powinniśmy mu współczuć 🙂 Spójrzmy na to wszystko nieco inaczej. Przeliczmy tę kwotę na ilość godzin, które spędzamy w pracy. Dla uproszczenia załóżmy, że 1000 zł to 50 godzin naszej pracy. Przy 8 godzinnym dniu pracy musielibyśmy przepracować około 6 dni aby właśnie zarobić tę kwotę. Sporo, nieprawdaż?

A czy wiesz, że wystarczy „tylko” 20 tysięcy złotych zainwestowane na poziomie 5 % rocznie by mieć właśnie te 1000 zł? I wtedy okazuje się, że to pieniądze zarabiają na nas a nie odwrotnie. To my sami tworzymy sobie fabrykę w postaci dochodu pasywnego, a nie jesteśmy fabrykowani. Co prawda, nie będzie to 1000 zł miesięcznie, a raz w roku, ale pokaże Wam jak małymi krokami możemy (powiem nawet więcej, powinniśmy) gromadzić kapitał dający nam poczucie bezpieczeństwa w otaczającym nas świecie.

 

W jakim punkcie jesteś?

Teraz będę z Tobą brutalny, ale nie chcę byś odebrał tego jako atak personalny w Twoim kierunku. Zadam Ci dwa pytania na które chciałbym byś odpowiedział. Ten mini test powie Ci prawdę na temat Twoich finansów i w jakim kierunku zmierzasz.

Pierwsze pytanie brzmi:

Jak długo pracujesz zawodowo?

Drugie pytanie:

Ile przez ten czas odłożyłeś pieniędzy?

Jeśli nie odłożyłeś zbyt wiele to określ orientacyjnie ile pieniędzy wydałeś niepotrzebnie? A mówiąc inaczej ile pieniędzy straciłeś. Chodzi o wszelkie kredyty konsumpcyjne, samochodowe, gotówkowe itd. Dlaczego Cię o to pytam?

Chcę Ci pokazać, że tyle pieniędzy ile odłożyłeś przez ten czas (nieważne czy w formie lokat bankowych, kont oszczędnościowych, czy w inwestycjach większego ryzyka) tyle mogą być warte lata Twojej ciężkiej pracy. Innymi słowy, jeśli pracowałeś 5, 8 czy 10 lat i nie zaoszczędziłeś zbyt wiele z tego co zarobiłeś to znaczy, że za kolejne 5, 8 czy 10 lat nic się nie zmieni. Wiem, że to brzmi brutalnie i możesz się teraz na mnie obrazić. Proszę bardzo! Ale taka jest rzeczywistość i to Ty jesteś za to odpowiedzialny.

Dlaczego tak ostro stawiam sprawę? Chcę Cię uświadomić, że w przypadku braku budowania kapitału i gromadzeniu oszczędności w postaci chociażby tych 20 tysięcy złotych, musisz się obudzić i to zmienić. Właśnie w tym momencie musisz zmienić swój sposób myślenia i postępowania. Oczywiście, jeżeli nie chcesz nic zmieniać i za kolejne kilka lat być w tym samym miejscu, z tym samym wynikiem, to jest to Twój świadomy wybór. Ja bardzo chciałbym przekonać Cię i zachęcić do zmiany dotychczasowego postępowania, które niestety wiele dobrego dla Twoich finansów i poczucia bezpieczeństwa nie przyniesie.

 

Inny (błędny) punkt widzenia

Często rozmawiając z osobami nie widzącymi sensu w oszczędzaniu pieniędzy, słyszę następujące argumenty padające z ich ust. „A po co oszczędzać, wolę cieszyć się dniem dzisiejszym, mogę mieć pecha i jutro się nie obudzić. Po co więc odmawiać sobie przyjemności i myśleć o czymś tak odległym jak emerytura?” A ja zawsze odpowiadam w następujący sposób „Gorzej będzie jeśli wydasz dziś wszystko co masz, wtedy naprawdę będziesz miał pecha jeśli jutro się obudzisz”. Albo mówię jeszcze inaczej, skoro twierdzisz, że wolisz żyć chwilą i nie chcesz zaciągać pasa, to czemu nie weźmiesz teraz kredytów i nie przehulasz wszystkiego? 🙂 A przepraszam, prawdopodobnie już masz kredyty i Twoja zdolność jest w pełni wykorzystana…

Wiem, ze mając dwadzieścia czy trzydzieści lat mało kto myśli takimi kategoriami, ale naprawdę trzeba w życiu kalkulować wszystkie scenariusze. A co jeśli jednak dożyjesz tej osiemdziesiątki? A nawet jeśli Ty nie dożyjesz, a Twoja druga połówka dożyje? Jakie będzie wtedy Twoje czy Wasze zabezpieczenie finansowe? Tak jak już wspomniałem, skoro teraz po kilku latach pracy nie masz żadnych oszczędności, to myślisz, że to się zmieni? Nie, nie zmieni się i nie ma co się oszukiwać. A może myślisz, ze utrzymają Cię dzieci? Osobiście nie chciałbym stać się ciężarem dla własnych dzieci. A co więcej wątpię by one też miały oszczędności, jeśli sam nie pokazałeś im na własnym przykładzie, dlaczego warto dbać o finanse osobiste.

A może twierdzisz, że po prostu nie masz z czego odkładać? Powiem Ci teraz coś. Najczęściej słyszę tę wymówkę od osób, których problemem nie jest niski dochód. Jeśli faktycznie Twoje zarobki są niskie, sumiennie prowadzisz budżet domowy i pracujesz nad swoimi finansami, taki argument mogę przyjąć. Ale uwierz mi w 80-90% przypadków jest to tylko kolejna wymówka. Pewnie wolisz znowu pieniądze wydać na duperele, bo po co oszczędzać?

 

Jak uzbierać 20 tysięcy złotych?

Nie będę podawał sposobów na dodatkowy zarobek, bo będzie na ten temat oddzielny wpis w przyszłości. Pokażę Ci jaką metodą najlepiej próbować taką kwotę zdobyć i wcale przy tym nie musisz mieć dużych zarobków. Słyszeliście kiedykolwiek o metodzie słonia? Pierwsza myśl gdy wyobrażamy sobie słonia to mamy przed oczami ogromne zwierzę. I w tej metodzie właśnie chodzi o to, by zjeść słonia po kawałku 🙂 To samo dokładnie zrobimy z naszymi pieniędzmi, a więc zgromadzeniem 20 tysięcy złotych. Początkowo wydaje się to sporą kwotą, ale jeśli rozbijemy ją na mniejsze kawałki, to nie jest już ona taka straszna.

Załóżmy, że dajemy sobie 3 lata na zgromadzenie 20 tys. zł, a więc wychodzi, że w każdym roku będziemy potrzebowali zaoszczędzić około 6 666 zł. Gdy podzielimy to przez 12 miesięcy daje nam to około 555 zł miesięcznie. Taka kwota wydaje się dużo realniejsza do osiągnięcia, niż gdy usłyszymy, że mamy odłożyć 20 tys. zł. I teraz wszystko zależy od Ciebie czy będziesz odkładał tę kwotę zaciskając pasa i eliminując zbędne wydatki (ostatnio pisałem o efekcie latte i wydatkach na drobne przyjemności) czy znajdziesz dodatkowe zajęcie? W dzisiejszych czasach wydaje mi się, że znalezienie dodatkowego zajęcia dającego te kilkaset złotych nie jest większym wysiłkiem. 

Wystarczy wyjść poza strefę komfortu, skończyć z marnowaniem czasu na facebooku czy innych portalach społecznościowych i skupić się działaniu. Mogę się założyć, że jeśli będziesz odpowiednio zdeterminowany, to uda Ci się to osiągnąć w dwa lata, a nie trzy 🙂 Jeżeli uważasz, że ta kwota jest za duża dla Ciebie, możesz wybrać dłuższy okres oszczędzania. Najlepiej aby wyzwanie z jednej strony było realne, a z drugiej ambitne. Po prostu mierz siły na zamiary.

 

Wskazówki, które uleczą finanse każdej osoby!

Podzielę się teraz z Wami kilkoma wskazówkami, które od kilku lat sam stosuję i widzę jak korzystny wpływ mają na moje finanse. I co najważniejsze stosowanie ich sprawia mi przyjemność, więc nie muszę się do nich zmuszać. Nie czuję by stosowanie ich mnie męczyło.

  1. Regularnie analizuje swoje finanse. Jak już wiecie i widzicie to takie moje małe hobby. Zarządzanie swoimi finansami daje ogromne poczucie stabilizacji. Jeśli ktoś z Was pamięta, to w swoim pierwszym wpisie na blogu, mówiłem Wam o uniwersalnym prawie, że to na czym się koncentrujesz, rośnie. Jeśli nie zmienisz tego, to na własne życzenie zostaniesz ekspertem telewizyjnych seriali, gier komputerowych czy portali społecznościowych…
  2. Dwa razy zastanowię się, zanim wydam pieniądze. Jak sobie z tym radzę? Przed większymi wydatkami zawsze zadaje sobie pytanie, czy ten zakup przybliży mnie do założonych sobie celów (emerytura w wieku 45 lat, mój plan na wolność finansową)? Także warto zawsze zastanowić się czy lepiej coś kupić teraz czy wstrzymać się z zakupem? Niedługo będę pokazywał na blogu jak zakup telewizora wpływa na nasz majątek 😉 
  3. Systematycznie oszczędzam pieniądze (najlepiej w każdym miesiącu). Możecie na bieżąco śledzić moje poczytania w raportach finansowych, którymi z Wami się dzielę. Nie chcę na starość być uzależniony finansowo od innych. Od banków, przyjaciół, rodziny, systemów ratalnych, ZUSu itd. Nawet nieduże kwoty regularnie oszczędzane i inwestowane, przyniosą Ci ogromne korzyści, co pokazywałem we wpisie ile daje systematyczne oszczędzanie. Jeśli nigdy do tej pory nie oszczędzałeś pieniędzy, polecam zacząć to robić poprzez metodę „najpierw płać sobie”. Na początku każdego miesiąca 5-10% swoich ze swoich dochodów (zazwyczaj wynagrodzenia z pracy), odłóż na konto oszczędnościowe. Te pieniądze powinny być absolutnie nietykalne, kiedyś będą Twoją dodatkową emeryturą 😉 
  4. Planuję długoterminowo, zarówno jeśli chodzi o oszczędności jak i inwestycje. Tu polecam cyklicznie (raz w roku) analizować swoją wartość netto, aby śledzić w jakim idziemy kierunku. Chociaż sam wynik wartości netto czasem potrafi być złudny, co pokazuje poniższy przykład, to jest to jeden z wskaźników, który warto analizować.

wartość netto przykładźródło: Zasobność gospodarstw domowych w Polsce, NBP styczeń 2018.

Uff, to już wszystko na dziś. Był to jeden z mocniejszych wpisów na moim blogu, ale czasem inaczej się nie da. Wiem, że wielu z Was on osobiście nie dotyczy i jesteście na drodze spokojnego oszczędzania, ale czasem warto sobie uświadomić czytając takie wpisy, jak wielu ludzi ma problemy finansowe i sobie z nimi nie radzi. Dziś na profilu bloga na facebooku podzieliłem się z Wami zatrważającym raportem wydanym przez Krajowy Rejestr Długów na temat zadłużenia młodych osób w wieku 18-25 lat. Zachęcam Was byście rzucili na niego okiem, bo może nie uwierzycie, ale aż 535 mln złotych długów mają osoby w tym właśnie wieku. I co gorsza ich zadłużenie wzrosło aż o 62 %.

Człowiekowi przykro się robi gdy widzi takie statystyki, ale taka jest niestety rzeczywistość i mimo, że powstaje wiele wartościowych blogów o finansach osobistych i oszczędzaniu, to niestety problem wcale nie maleje, a rośnie. To pokazuje, że wciąż jest wiele pracy do zrobienia, ale wierzę, że wspólnie damy radę i będziemy przekonywali kolejne osoby do dołączenia do grona oszczędzających (tzw. ciułaczy) 😉  

A Wy co o tym wszystkim sądzicie? Dlaczego aż tak wiele osób ma problemy z długami? Bardziej to winna lekkomyślności i otaczającego konsumpcjonizmu czy braku edukacji finansowej? Podzielcie się proszę swoją opinią w komentarzach!

 

 

Podobne wpisy:

  1. Poznaj prawdę na temat swoich finansów. Zaczynamy oszczędzać!

 

(Visited 2 069 times, 1 visits today)

30 KOMENTARZY

  1. Cześć!

    Zastanawiam się czy jest gdzieś jakaś bezpieczna forma inwestowania, która w tej chwili (przy obecnych stopach %) da 5% rocznie? Poza tym dochodzi jeszcze podatek Belki, więc wychodzi lekko ponad 800 stów rocznie.

    Osobiście już dwukrotnie naciąłem się na inwestycji. Zaraz jak zacząłem pracować i zarabiać całe 1300 zł miesięcznie to podjąłem polisolokatę z myślą o emeryturze na najmniejszą kwotę 150zł (%składany, im szybciej zacznę tym lepiej itp) Przy tych zarobkach dobrze to nie wychodziło. Dodatkowo po 2 latach, jak policzyłem to tak jak powinienem (koszty stałe były to 9zł przy 150zł daje to jakieś 4,5% kosztów + kilka % innych, a żeby tyle fundusz zarobił to byłby nie lada wyczyn) to zrezygnowałem i odzyskałem część pieniędzy. Drugi raz na inwestycji ziemskiej. 10tys a firma która pośredniczyła w inwestycji zbankrutowała i nie wiem czy odzyskam pieniądze.

    I mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Nie lubię kredytów. Jeden jaki mam to hipoteczny na 113tys 30lat. Godziłem się z tym, że to będzie jedyny kredyt jaki wezmę. Ale tak hipotetycznie patrząc w przyszłość. Jak będę miał np. 40 lat to będę mógł oszczędzać przez 20 żeby kupić sobie domek i żyć wtedy tam od 60 roku życia. Mógłbym też wziąć kredyt w wieku 40 lat żeby spłacać go do 70 i już w tym domku mieszkać przez te lata.. Okradanie swojej przyszłości wcale nie musi być tragiczne, jeżeli tak na to spojrzeć..

    Pozdrowienia!
    Michał

  2. Cześć Michał 🙂

    Dzięki za komentarz, pozwól, że zacznę od sprostowania co do drugiej części Twojej wypowiedzi. Musimy rozróżnić wszystkie złe i szkodliwe kredyty (konsumpcyjny, gotówkowy, samochodowy czy nawet karta kredytowa) od tych dobrych, a właściwie tego jednego, jakim jest kredyt hipoteczny. Dlatego w artykule chodzi o zadłużanie się tymi szkodliwymi produktami, czego jestem największym przeciwnikiem. Musimy absolutnie rozróżnić ten aspekt.

    Sam korzystam z kredytu hipotecznego, dlatego doradzanie komuś „odkładaj 30 lat, nigdy nie bierz kredytu i kupisz sobie mieszkanie” według mnie jest największą głupotą. Chociaż paradoksalnie wynajmowanie mieszkania, niż kupienie go na własność potrafi być korzystniejsze, co będę w przyszłości pokazywał na obliczeniach 😉

    Co do bezpiecznych inwestycji dających 5 % stopy zwrotu to dla mnie będzie inwestowanie w nieruchomości (tutaj zawodowi inwestorzy spokojnie osiągają 8-12%, a nawet więcej) i obligacje korporacyjne. Na giełdzie nigdy nie grałem, dla mnie to czarna magia, a zawsze wyznaję zasadę by inwestować w to co czuję i przede wszystkim rozumiem.

    Chciałbym podkreślić inny problem. Często dostaje pytania w stylu „mam 10-20 tys. zł, w co mogę zainwestować?”. Wiem, że nie takiej odpowiedzi ode mnie spodziewa się druga osoba, ale mówię wprost, przede wszystkim zainwestować w siebie i edukację finansową. Musimy zrozumieć, że bezpieczne są lokaty czy obligacje skarbowe, ale tutaj stopy zwrotu są w okolicach 2-3 %. Jeśli chcemy uzyskiwać więcej, niestety wiążę się to z ryzykiem i musimy w czymś się wyspecjalizować. Ja też wiele lat uczyłem się rynku nieruchomości i w życiu bym nie zainwestował pieniędzy tak jak zainwestowałem kilka lat temu. Ale bez praktyki bym tego nie wiedział 🙂

    Dlatego jest wiele produktów, na których można zarobić 5, 8 czy 10 % i więcej, ale trzeba w tym się specjalizować. Może to być giełda, mogą to być fundusze, mogą to być nieruchomości i wiele innych produktów. Ale bez przygotowania i solidnej wiedzy ciężko będzie przeciętnemu Kowalskiemu, który dopiero zaczyna inwestowanie uzyskiwać takie wyniki. Pozdrawiam i mam nadzieję, że ta odpowiedź zmobilizuje Cię Michał do wyspecjalizowania się w inwestowaniu w danej dziedzinie 🙂

    • Michale,

      „Co do bezpiecznych inwestycji dających 5 % stopy zwrotu to dla mnie będzie inwestowanie w nieruchomości (…) i obligacje korporacyjne. Na giełdzie nigdy nie grałem, dla mnie to czarna magia (…)”- o ile nieruchomości i bezpieczeństwo byłbym w stanie przełknąć, to obligacje korpo już na pewno nie. Można z nich wycisnąć minimalnie więcej, niż z tych skarbowych czy komunalnych, ale to jest inwestycja już o wiele wiele większym ryzyku. Przyjęło się nawet mówić, że zakup obligacji jest bardziej ryzykowny od zakupu akcji tej samej firmy; oczywiście, są osoby które od dawna się tym zajmują (np. obligacje.pl czy rynekobligacji.pl), ale jednocześnie trzeba mieć rozeznanie w świecie finansów i rynku kapitałowego, aby unikać defaultów. W takim razie, jeśli oczywiście przyjmiesz moją dobrą radę, skup się na nieruchomościach (te już dobrze znasz) tudzież ww. obligacjach skarbowych i komunalnych.

      Pozdrawiam

      • Dzięki Werserk za opinie 🙂

        Oczywiście, że ryzyko przy obligacjach korporacyjnych występuje, tu może zagalopowałem się z tym bezpieczeństwem. Sam jak dobrze zrozumiałeś preferuję rynek nieruchomości i tylko raz kupowałem obligacje korporacyjne, ale znam osoby które regularnie w nie inwestują i cieszą się stopami zwrotu na pewno wyższymi niż na lokatach bankowych 🙂

        Dla mnie kluczowe w finansach jest przede wszystkim bezpieczeństwo, ale musimy się z tym pogodzić, że jeśli nie mamy wiedzy finansowej i chcemy inwestować bezpiecznie to jesteśmy skazani na stopy zwrotu 2-3%. Przynajmniej na chwilę obecną, bo jeszcze kilka lat temu były lokaty 4-5%, kwestia koniunktury gospodarczej i stóp procentowych. Jeśli ktoś oczekuje wyższych stóp zwrotu z inwestycji to niestety (a może i stety 😉 ) musi się w czymś wyspecjalizować. Czego każdemu życzę. A przede wszystkim świadomości finansowej, bo jak napisałem, sam nie lubię ryzyka i nikogo nie chcę zachęcać do agresywnego inwestowania. Dobrego dnia!

  3. Ja dopiero zacząłem interesować się sposobami na oszczędzanie i całkiem nieźle mi idzie. Nawet małe rzeczy mogę przybliżyć do oszczędzania. Zacząłem od prostych oszczędności w domu, np. wyciąganie wtyczek z prądu przy nieużywanych urządzeniach, czy niewychodzenie na zakupy na pusty żołądek. Takie małe oszczędnosci także dają rezultaty.

    • Rafał, gratuluję dołączenia do grona oszczędzających 😉 Szybko odczujesz pozytywne skutki tej decyzji!

      To prawda, a często te małe oszczędności są po prostu ignorowane, bo ktoś powie „co będę się męczył dla 5 zł miesięcznie oszczędności”. Ale jeśli policzymy to w skali roku i na kilku czynnościach/rzeczach zaoszczędzimy te 5 zł, to już zrobią się fajne pieniądze. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że zamiast bawić się w skąpego ciułacza, lepiej skupić się na zwiększaniu zarobków. A ja zawsze mówię, że najlepiej połączyć te dwie rzeczy, żyć oszczędnie, ale bez dziadowania i próbować regularnie zwiększać swoje zarobki, albo zwiększać ilość źródeł dochodu. Wtedy te wspomniane 20 tys. zł w artykule może jeszcze szybciej uda nam się uzbierać 😉 ? Powodzenia w oszczędzaniu, trzymam kciuki!

      • U mnie najwięcej kasy ucieka na drobiazgi – batonik, kanapeczka, chrupki jakieś 😉 a potem się zastanawiam czemu znowu kupuje tanie buty a nie upatrzone skórzane 😉

  4. Oszczędności?? Michał, jakie oszczędności?? 😀
    Czekam na dzień, w którym będę debt free 😉 ale myślę, że oszczędzanie obok zadłużania to dobra decyzja, żeby w razie W nie sięgać po kolejne kredyty

    • Aśka w przypadku zadłużenia, trzeba jak najszybciej wydostać się z bagienka jakim są długi, a dopiero potem zacząć myśleć o oszczędnościach 🙂 Teraz musisz w pełni skupić się na pozbyciu tego cholerstwa jakim są długi! Trzymam kciuki i wierzę, że będzie dobrze 😉

      • Powiem Ci, że obecnie finanse to mój najmniejszy problem. Życie ostatnio nieźle daje mi po dupie i skutkuje to tym, że czasem mam ochotę spakować się i wyjechać daleko na 2-3 dni, żeby odetchnąć i zgromadzic siły na dalsze atrakcje, które czekają na mnie po powrocie.

  5. Dla niektórych osób 1000 zł to nie jest dużo – tyle mogą zarobić przez dzień lub nawet godzinę. Mówię tu o jakiś korporacyjnych prawnikach, doradcach, prezesach, biznesmenach. Ale generalnie dla 95% pozostałego społeczeństwa to dużo.

    5% zwrotu z bezpiecznej inwestycji (lokata) obecnie jest nie do osiągnięcia. W moim niedawnym wpisie: http://www.opiekunfinansow.pl/of046-zarob-dodatkowo-100-zl/ przyjąłem bardziej konserwatywne założenia: 2% brutto i wyszło mi że trzeba mieć ponad 74 tysiące by wyciągnąć tylko 100 zł odsetek miesięcznie.

    Oczywiście można inwestować i osiągać większe stopy zwrotu ale nie na jedynych oszczędnościach jakie mamy. Niestety nie mając min 6 (lub raczej 12) miesięcy odłożonych kosztów nie bawimy się w żadne inwestycje.

    Co do zadłużenia młodzieży i innych grup wiekowych – nasz system monetarny oparty jest na długu – gdyż dług to pieniądz. Tak więc dług będzie rósł a my będziemy się zadłużać coraz bardziej. Większość osób pewnie ma kredyty hipoteczne no a jak ceny nieruchomości idą w górę to i wielkość kredytów też.

    Czytałem ostatnio raport InfoMonitor o niespłacanych długach. 2,5 miliona ludzi na 64 miliardy. Kwota ta rośnie ok 20% rocznie. To też jest smutne.

    • Sama jako dłużnik mogę napisać tylko tyle, że statystyka statystyką a życie życiem i patrzenie na liczby niewiele daje, bo najważniejsza jest geneza długu i to skąd on się wziął. Dług na mieszkanie? Dlug na konsumpcje? Dług bo wydaje nam się ze nie mamy na coś pieniędzy a wystarczyło obciąć niektore wydatki? Dług na nowy komputer dla dziecka, bo poprzedni wyzional ducha a bez komputera jak bez ręki. Temat długi i zawily. Im dłużej sama jestem dłużnikiem tym więcej widzę różnych sytuacji, a nie tylko zidiocialych ludzi, którzy mają widzimisię, żeby mieć więcej i więcej gadżetów. Życie jest naprawdę różne.

    • Są też osoby, dla których 10tys. zł to nie jest dużo 🙂 Ale dla większości społeczeństwa, dla mnie też, to są duże pieniądze. Ktoś kto zachłyśnie się pieniędzmi i ignoruje takie kwoty, to tak jak napisałem w artykule, zapewne stracił kontakt z rzeczywistością. Wtedy należy mu współczuć 🙂

      Dlatego Łukasz gdy już mamy oszczędności polecam wyspecjalizować się w czymś, żeby uzyskiwać więcej niż te 2-3 %, które dostaniemy na lokatach, kontach oszczędnościowych czy obligacjach skarbowych. Nie jest to łatwe i potrzeba wielu tygodni/miesięcy nauki i praktyki, ale da się 🙂

      W raporcie akurat mowa jest o wszelkich innych zadłużeniach, a nie o kredycie hipotecznym. Bo to dobry dług, z którego sam korzystam i dobrze się z tym czuję 🙂

      A tak przy okazji Łukasz, bo widzę, że w każdym wpisie dzielisz się linkami do swojego bloga. Doceniam to i fajnie, że dzielisz się swoją wiedzą, ale nie wiem czy to miłe za każdym razem reklamować swoje podwórko 🙂

      Pozdrawiam, dobrego dnia! 🙂

      • Jeśli dla kogoś 10.000 zł to nie jest dużo to nie należy mu współczuć tylko go naśladować! Bo to znaczy, że osiągnął sukces. Pomijam tu wygrane w loterii czy jakieś spadki.

        Nie ma dobrego długu, nawet hipoteczny jest zły.

        Linkami się dzielę w sytuacjach gdy wniosą coś do dyskusji. Piszemy o podobnych sprawach z tymże ja mam trochę inną perspektywę będąc starszym.

  6. Tak szczerze mówiąc statystyka na końcu nie wzbudza we mnie uczucia przykrości. Niestety takie mamy czasy, że jak chcemy żyć na swoim a nie u rodziców to niestety albo kredyt albo siedzimy lata u rodziców odkładając pieniądze. Trzeba też wziąć pod uwagę sytuacje osób nie będących w związku, które chcą się usamodzielnic i wynieść z domu – mają zdecydowanie trudniej.
    Gdybym teraz w tym momencie miała się wynieść z domu to nie wiem nawet jak miałabym to zrobić

    • Aśka w raporcie nie chodzi o kredyty hipoteczne, a wszelkie inne formy zadłużania się jak kredyty gotówkowe, konsumpcyjne, samochodowe, karty kredytowe itd. I to jest smutne 🙁
      Musimy rozróżnić wszystkie złe kredyty od tego dobrego jakim jest kredyt hipoteczny i tutaj jak najbardziej możemy (ale z głową 😉 ) z niego korzystać.

      A według mnie mimo, że usamodzielnienie się początkowo może wydawać się trudne z punktu finansowego, to w dłuższej perspektywie na pewno wpłynie korzystnie na nasze finanse. W książce Sekrety Amerykańskich Milionerów fajnie pokazane są zależności jak dzieci uzależnione od finansów rodziców, potem mają ogromne problemy jak płynący strumień z pieniędzmi zostanie przykręcony 😉

      • Tylko że te inne kredyty też mają różne powody – zepsuje Ci się laptop, naprawa niemożliwa i co się wtedy robi? No kredycik jakiś albo raty zero %. Sporo jest rzeczy, które w mniejszym lub większym stopniu musimy mieć na co dzień albo nasze dzieci muszą mieć i przy braku oszczędności i oczekiwaniach otoczenia/spoleczentwa musimu coś zrobić, żeby to mieć. Sama pamiętam sytuację sprzed lat kiedy to moi rodzice musieli zapozyczyc się na komputer, bo ich użycie stało się baardzo powszechne i wymagane i nie dało się nie mieć plus obciachem było nie mieć.

        • Aśka, zgodzę się, ale kto powiedział, że życie jest proste? A tym bardziej finanse 🙂 Dużo rzeczy fajnie wygląda na papierze, a życie niestety pisze swoje scenariusze. Dlatego nie ma uniwersalnych rad dla wszystkich, bo każdy ma inną sytuacje, problemy itd. Ja zawsze wychodzę z założenia, że wiem, że wiele osób ma gorzej, dlatego patrzę z optymizmem na otaczający mnie świat. Powodzenia Aśka, miłego weekendu ! 🙂

        • O ile w sytuacji kiedy mówimy o narzędziu koniecznym do funkcjonowania/pracy (np. pralka albo komputer/laptop, jeśli nie służy wyłącznie do rozrywki) to jak najbardziej ma to sens, ale jak ktoś zaciąga kredyt na rzeczy motywując się „obciachem” czy „presją społeczną”, to problem sięga dużo głębiej niż nieświadomość finansowa 😉

          • To prawda, dzięki Krzysztof za doprecyzowanie 🙂 Niektórzy wiele rzeczy uważają za „niezbędne” do życia. Po czym okazuje się, że dla kogoś niezbędne jest oglądanie seriali w telewizji 😉

          • Krzysztof, nie udawajmy już takich pewnych siebie. Każdy z nas kiedyś poczuł się gorszy przez ubranie, torebkę, buty, auto itp. Gdyby to było abstrakcyjnym problemem i zagadnieniem to nikt nie miałby długów na konsumpcję czy gadżety 😉 zobacz jak silnie zakorzeniona jest w naszym społeczeństwie ocena innych przez to co mają. Tydzień temu koleżanka opowiadała mi o dziewczynce z klasy jej córki, która chodzi na masę dodatkowych zajęć. Mnóstwo dziewczynek jej zazdrości i namawia swoich rodziców na teatry, dodatkowy basen, angielski itp itd. I to jest ogromny problem dla rodzicow innych dzieci, bo ciężko to dziecku wytłumaczyć 🙁

          • Chyba niejasno się wyraziłem albo źle mnie zrozumiałaś – absolutnie nie neguję tego jako abstrakcyjnego problemu, a wręcz przeciwnie – wprost powiedziałem że to jest problem sięgający głębiej niż nieświadomość finansowa. Nie zmienia to faktu, że zadłużanie się ze względu na presję społeczną jest, z OBIEKTYWNEGO punktu widzenia, bez sensu. Chociażby dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś kto może na nas spojrzeć z góry jeśli chodzi o ilość i jakość posiadanych rzeczy.

            Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób przeskoczenie „co inni o mnie myślą” jest trudne, jednak wszystkim się nie dogodzi, więc podążając tą drogą będziemy gonić nieosiągalny cel. W związku z tym, kiedy zdamy sobie z tego problemu sprawę, dobrze jest starać się z nim w miarę możliwości walczyć, dla własnego samopoczucia, poprawy finansów ORAZ tworzenia lepszego społeczeństwa, w którym coraz mniej oceniamy ludzi przez pryzmat posiadanych rzeczy, a coraz bardziej przez pryzmat tego jakimi faktycznie są ludźmi. Skupmy się przede wszystkim na tym, żeby dobrze było nam i naszym bliskim. Nie jest to proste (szczególnie, jeśli chcemy mieć coś na co nie możemy sobie pozwolić, znacznie łatwiej jest zrezygnować dobrowolnie z czegoś co mamy w zasięgu ręki – czytasz blog Wolnego, więc jeśli zaglądałaś też do starszych artykułów, wiesz o czym mówię), niektórym się nie udaje do końca życia, ale rzadko kiedy coś co warto osiągnąć jest proste. Zdaję sobie sprawę, że dla dzieci jest to jeszcze trudniejsze, szczególnie jeśli nie mają przykładu w rodzicach, że istnieje inna droga.

  7. Po lekturze tego bloga – przygotowanego jak mniemam nie tylko do dojrzałych i doswiadczonych „menedżerów własnego portela”, ale i także wszystkich których ciekawi zarządzanie domowym budżetem od podstaw – nasunęły mi się na myśl refleksje prof. Krzysztofa Obłója z niedawnego szkolenia w którym miałem szansę uczestniczyć: „zarządzanie pieniądzem zaczyna sie od zarządzania głową – najpierw samodyscyplina a dopiero potem Excel, bez uporzadkowania głowy porządkowanie portfela nie ma sensu” Na szkoleniu łatwo było o tym mówic ale zastosowanie tego typu porad w brutalnej codzienności zarządzania domowym skromnym budżetem – to dopiero jest wyzwanie. Dziękuję za fajny tekst.

    • Hej Rafał, dzięki za komentarz 🙂
      To prawda wszystko zaczyna się w naszej głowie. Kilka wyrzeczeń będzie na nic, jeśli mentalnie nie jesteśmy przygotowani do oszczędzania, a tym bardziej do prowadzenia budżetu domowego. Tutaj potrzeba mnóstwo wysiłku i zaangażowania, ale robiąc to właśnie z głową, rezultaty przerosną nasze oczekiwania… nawet gdy dużo nie zarabiamy 😉

  8. Święte słowa o przedłożeniu mentalności nad technikalia typu excel. Warte zapamiętania i wzięcia pod uwagę edukując/szerząc wiedzę finansowa wśród czytelników. Doskonale obrazuje to obecna panika wśród narodu z racji niemożności wydawania pieniędzy przez dwie niedziele z rzędu. Siła nawyku na ogromna moc. Ciężko zmienić. Tak gwoli zastanowienia. Może zakaz handlu pozwoli komus szybko zaoszczędzić tytułowe 1.000 pln. 😉

    • Jak ktoś nie chce kupować to nie będzie kupował. Dostęp do sklepów nie ma tu nic do rzeczy. Wielu minimalistow podawalo taki fajny przyklad na swoich blogach o zakupowym detoskie trwakacym x tygodni/miesięcy i opisywali, że po pewnym czasie nijak nie ciągnęło ich do zakupów w galerii.

    • Ja się zastanawiam czy przez te wolne niedziele nie jest tak, że ludzie będą wydawać nieznacznie więcej. Aż można zgłupieć jak już od piątku i całą sobotę słyszy się reklamy „Kupuj na zapas” itd. 😉

      U mnie nic się nie zmieniło, cotygodniowe zakupy w sobotę o 7 rano w Lidlu. Jedynie ciut więcej ludzi niż jakiś czas temu, ale i tak da się normalnie zrobić zakupy, później już jest armagedon 😉

  9. Cześć.
    Piszesz o byciu ekspertem gier komputerowych, widać w temacie nie siedzisz. Za eksperta się nie uważam, jednak wiedza jaką posiadam okazała się wystarczająca aby miesięcznie zarabiać właśnie tego tysiąca, o którym piszesz. W tak zwanym międzyczasie piszę różne teksty właśnie o grach i sprzęcie komputerowym. Związanie z rynkiem gier nie wspominając już o esporcie czy zwykłym streamowaniu może dawać przechody znacznie wyższe niż etat w corpo. Wiadomo nie dla każdego jest to dostępne i nie każdy odniesie sukces, ale to tak jak ze zwykłym biznesem. Dlatego proszę nie lekceważyć tego medium, kwestia kto i jak wykorzystuje swoje pasje. Pozdrawiam.

    • Cześć Wight,

      Przypuszczam, że nie zrozumiałeś o co mi chodziło w byciu „ekspertem” od gier komputerowych 🙂
      Miałem na myśli osobę, która przeznacza mnóstwo czasu na granie w gry, a nic z tego nie wynika. To samo dotyczy oglądania telewizji, przeglądania mediów społecznościowych i wielu innych czynności w życiu.

      Jeśli dla Ciebie gry to częściowo praca i się w tym specjalizujesz, to oczywiście rób to dalej i rozwijaj się, bo tak jak napisałeś są z tego niemałe pieniądze 🙂 Dlatego trzeba rozróżnić rozrywkę od biznesu, ale jeśli u kogoś to tylko rozrywka i „marnowanie” czasu to cieszyłbym się gdyby chociaż część tego czasu przeznaczył na edukację finansową 🙂

      Pozdrawiam i życzę sukcesów finansowych w branży gier 🙂

  10. Ja myślę, że wszystko w tym poście co napisał Michał się zgadza. Tylko musimy być zdyscyplinowani, świadomi swoich celów, konsekwentni i cierpliwi. Wtedy mamy pewność, że się uda. Wiem, że łatwo jest mówić w sytuacji, kiedy ma się jakieś długi i kredyty czy pożyczki. Najpierw trzeba się tego właśnie pozbyć, potem zmniejszanie kosztów stałych, a w międzyczasie oszczędność surowców, energii itp, no i systematyczne oszczędzanie nawet małych kwot. To jest proces… długi proces – niestety, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ja to w ten sposób zacząłem robić i jest ok. A mam nadzieje, że będzie jeszcze lepiej. Pozdrawiam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz:
Proszę wprowadź swoje imię: