Efekt latte, poznaj moc małych kwot.

22

Jeśli wciąż nie potrafisz zmobilizować się do regularnego oszczędzania i wszystkie dotychczasowe metody zawodzą, mam dla Ciebie rozwiązanie. Najwyższa pora, by poznać jak działa efekt latte. Pod tą niepozorną nazwą, kryje się działanie, które pomoże i nauczy Cię oszczędzać małe kwoty przy pomocy niewielkich wyrzeczeń. A może i obejdzie się bez wyrzeczeń, to zależy już od Ciebie 😉 

Efekt latte jest zjawiskiem, które dotyczy codziennego wydawania małych kwot na drobne zachcianki. Zostało ono wymyślone przez amerykańskiego autora książek o tematyce finansowej, Davida Bacha. Obserwując ludzi, którzy każdego dnia w drodze do pracy (niektórzy w drodze powrotnej również) kupowali kawę, dopatrzył się w tym zachowaniu szansy na spore oszczędności. Według Davida Bacha, jeśli ograniczylibyśmy wydatki na drobne przyjemności, to w perspektywie kilkudziesięciu lat, moglibyśmy zaoszczędzić setki tysięcy złotych. To właśnie te małe kwoty na przestrzeni wielu lat, której do tej pory wydawałeś na… (no właśnie, na co 😉 ), mogą dać pokaźny kapitał.

W efekcie latte nie chodzi tylko o kawę, ale wszelkie wydatki z życia codziennego na drobne przyjemności. Nie wiesz jeszcze na co uciekają Ci pieniądze? Przyjrzyj się poniższej liście, a na pewno znajdziesz na niej parę produktów, które dotyczą Ciebie:

  • kawa w biegu,
  • papierosy,
  • małe napoje,
  • batony i przekąski,
  • gry losowe (np. lotto),
  • częste wyjścia na drinka na miasto.

Chodzi więc o takie wydatki, które robimy w większości przypadków automatycznie i zbytnio nie zwracamy na nie uwagi. Na pewno masz takie małe grzeszki 🙂 

 

O jakich kwotach mówimy?

Zastanawiasz się o kwotach jakiego rzędu mówimy? Dla jednej osoby drobne przyjemności to może być 5 zł dziennie, dla innej osoby 25 zł dziennie. Dlatego uśrednijmy te liczby i przyjmijmy 15 zł dziennie. Nie jestem „kawoszem”, więc nie wiem czy aż tyle może kosztować kawa na mieście 😉 Okej, to policzmy ile pieniędzy byśmy mieli, jeśli przez okres 30 lat oszczędzalibyśmy wspomniane 15 zł dziennie.

Do policzenia tego możesz wykorzystać kalkulator systematycznego oszczędzania, który znajdziesz we wpisie ile daje systematyczne oszczędzanie pieniędzy.

Poniżej wyliczenia z wspomnianego kalkulatora, pokazujące ile pieniędzy byś miał po 30 latach oszczędzania 15 zł dziennie (czyli średnio 450 zł miesięcznie) i trzymał je przez ten okres na lokacie bankowej z oprocentowaniem 3%. Wiem, że ktoś może powiedzieć, że teraz ciężko znaleźć takie oprocentowanie na lokatach, ale dla okresu 30 lat spokojnie taką średnią wartość oprocentowania możemy przyjąć 🙂 

systematyczne oszczędzanie na drobnych przyjemnościach

Jak widzisz David Bach się nie mylił i faktycznie można oszczędzić setki tysięcy złotych 🙂 Sam zebrany kapitał na przestrzeni 30 lat wyniósł 162 000 zł, a do tego dochodzą jeszcze odsetki z oprocentowanej lokaty o wartości około 100 tys. zł. Tutaj działa magia procentu składanego, który przy oszczędzaniu jest niczym kula śnieżna. Wcale nie musimy odkładać dużych kwot (oczywiście im więcej, tym lepiej), by na przestrzeni lat cieszyć się pokaźnym kapitałem. Ważna w tym wszystkim jest systematyczność i konsekwencja. Zobacz jak niewiele trzeba teraz poświęcić, by w przyszłości móc cieszyć się tak ogromnymi pieniędzmi. A może wcale nie musisz rezygnować z drobnych przyjemności, a jesteś w stanie sobie pozwolić na regularne oszczędzanie bez odmawiania sobie niczego? No właśnie, o tym teraz będzie mowa 😉 

 

Nie będę sobie odmawiał!

Kilka tygodni temu miałem ciekawą rozmowę z moim znajomym, który powiedział mi, że rezygnacja z kawy czy z innych drobnych przyjemności za kilka złotych to totalny idiotyzm. Kiedy poruszałem na blogu kwestię ile można zaoszczędzić pieniędzy przygotowując samemu kanapki i obiady w domu, zamiast kupować je w pracy, mój znajom oburzył się. Zasugerował mi, że lepiej byłoby skupić się na zarabianiu pieniędzy, zamiast odmawiać sobie przyjemności i szukać oszczędności na takich rzeczach.

Powyższy problem i tok myślenia doskonale obrazuje dość popularny dowcip o palaczu i jego koledze, który jest wolny od nałogu.

– Ile paczek dziennie palisz?

– Dwie.

– Jeśli każda kosztuje 15 zł, to dziennie wydajesz na papierosy 30 zł, a rocznie 10 950zł. Od jak dawna palisz?

– Od 30 lat.

– Licząc w uproszczeniu, puściłeś z dymem 328 500 zł. Zgadza się?

– Mniej więcej.

– Gdybyś te pieniądze odkładał na konto oszczędnościowe, zamiast wydawać na papierosy, uzbierałbyś na nowe Porsche.

– A Ty palisz?

– Nie.

– To gdzie twoje Porsche?

No właśnie, gdzie moje Porsche 🙂 ?

 

Działaj świadomie!

Czy nie lepiej więc skupić się jednak na zarabianiu pieniędzy, jak zasugerował mój znajomy? Co więc ostatecznie mu odparłem? 🙂 

Samo skupienie się czy to na zarabianiu pieniędzy, czy to na zwiększaniu swoich zarobków, niewiele pomoże jeśli nie potrafimy zarządzać pieniędzmi. W większości przypadków jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wraz z większymi zarobkami, idą większe wydatki. Dlatego tak ważna w tym wszystkim jest świadomość finansowa.

Tak jak podkreśliła niedawno Alicja z bloga Oszczędnicka, w okiełznaniu efektu latte chodzi o świadome zarządzanie swoimi pieniędzmi. Dokładnie oddaje to sformułowanie, którym męczę Was od czasu do czasu.

Oszczędzajcie na tych rzeczach, które nie są dla Was ważne, by mieć więcej pieniędzy na rzeczy, które są dla Was istotne. 

Więc jeśli codzienna kawa z automatu czy zakup batonika sprawiają Ci ogromną przyjemność i właśnie na to chcesz wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze, to świetnie! Nikt nie ma prawa wtrącać się i pouczać Cię co jest dla Ciebie ważne bądź lepsze. To Twoje pieniądze. Problem pojawia się, jeśli wydajesz te pieniądze bezrefleksyjnie, a na koniec miesiąca narzekasz, że masz mało pieniędzy. Najwyższy czas to zmienić! I w tym właśnie pomocny jest efekt latte, gdzie jak mogłeś zobaczyć na obliczeniach, ile pieniędzy tracisz wydając je codziennie na drobne przyjemności!

Dlatego musimy zrozumieć, że w efekcie latte chodzi o to, żeby mieć kontrolę nad swoimi pieniędzmi, a nie o to na co dokładnie te pieniądze wydajesz. Zapewne ulżyło Ci teraz, że jutro znów sięgniesz po swoją ukochaną kawę 😉 ?

 

Jak ujarzmić efekt latte?

Poniżej przygotowałem krótką listę działań, które pomogą Ci pokonać nawyk bezrefleksyjnego wydawania pieniędzy na drobne przyjemności:

Po pierwsze: Przygotuj listę swoich drobnych, codziennych wydatków. Najlepiej właśnie teraz!

Po drugie: Zastanów się, z których możesz w pełni zrezygnować, a które ograniczyć.

Po trzecie: Załóż konto oszczędnościowe na które będziesz przelewał pieniądze, które wydałbyś na te drobne przyjemności. Nie musisz robić tego codziennie, a raz na kilka dni. Ba, nawet raz na miesiąc. Jeśli do tej pory wydawałeś 10 zł dziennie na kanapki i kawę w pracy, przelej raz w miesiącu 200 zł właśnie na założone konto oszczędnościowe. Pamiętaj by te pieniądze były absolutnie nietykalne, oszczędzaj długoterminowo. Najlepiej zapomnij o tych pieniądzach!

Po czwarte: nie oszukuj i ciesz się rosnącą „kupką” pieniędzy 😉 

Bez przelewania tych pieniędzy na konto oszczędnościowe, prawdopodobnie nie uda nam się nic zaoszczędzić. Zapewne uzbieraną nadwyżkę przeznaczymy następnie na inne przyjemności. Dlatego aby efekt Latte w pełni zadziałał musi być spełniony warunek regularnego odkładania pieniędzy.

 

Oszczędzać czy nie oszczędzać – oto jest pytanie?

Skoro wiesz już jest czym jest efekt latte i wiesz jakie może dać korzyści, to mam nadzieję, że powyższe pytanie jest dla Ciebie retoryczne 🙂 Pamiętaj, że ważniejsza jest kontrola nad swoimi finansami, niż oszczędzanie na drobnych przyjemnościach, ale bez celu. Dlatego chciałbym abyś po przeczytaniu tego wpisu zastanowił się przez kilka minut jak sprawić by efekt latte działał na Twoją korzyść. Powyższa lista działań powinna Ci w tym pomóc.

Dlatego nie zachęcam Cię więc byś zrezygnował z małych przyjemności. Jeśli codzienne 10 zł wydanych na kawę w kawiarni to dla Ciebie warunek konieczny do poczucia zadowolenia z życia, nie rezygnuj z tego. Poszukaj innych zachcianek, z których możesz zrezygnować. Bo wiele z naszych codziennych wydatków to bardziej kwestia rutyny, przyzwyczajenia czy wmawiania sobie, że coś nas uszczęśliwia. Najważniejsze to zrobić sobie rachunek sumienia i szczerze odpowiedzieć sobie czy tego wszystkiego potrzebujemy. A jeśli każda zachcianka jest tą niezbędną, to nie rezygnuj z niczego! Ciesz się życiem, ale postaraj się oszczędzać ponad to co wydajesz. Dzięki temu może okazać się, że nie efekt latte, ale Twoje dobre nawyki finansowe uczynią Cię za kilkadziesiąt lat bogatymi 😉 

A jakie są Twoje zachcianki? Ja uchylę rąbka tajemnicy (niestety nie jest to powód do dumy), kilka lat temu miałem słabość do napojów energetycznych. Niby pozorne kilka złotych dziennie, a odkąd ich nie pijam, to nie tylko mój portfel, ale przede wszystkim mój organizm są mi za to bardzo wdzięczne 😉 

Daj proszę znać w komentarzu jak to wygląda u Ciebie! 🙂 

 

 

Podobne artykuły:

  1. Potrafisz oszczędzać? Pokażę Ci, ile produktów możesz marnować!
  2. Powiedz jaką część swoich dochodów oszczędzasz, a powiem Ci kiedy przejdziesz na emeryturę.
  3. Jak działa procent składany? Poznaj jego prawdziwą moc!
(Visited 1 615 times, 1 visits today)

22 KOMENTARZY

  1. Fajny artykuł. Ja od kilku miesięcy spisuję wydatki i powiem szczerze że chyba mogę być z siebie zadowolony. Jak przeglądam, na co wydawałem pieniądze w ciągu miesiąca, to naprawdę mało jest tam wydatków na pierdoły, zachcianki itp. Do niedawna miałem słabość do automatów z batonami, w pracy codziennie, przynajmniej raz, czasem, 2 razy kupowałem batona z automatu. Może to nie majątek, ale zdrowe to nie jest, a po za tym całkiem uzależnia. Od pewnego czasu, się ograniczyłem, i nawet mnie do tego tak bardzo nie ciągnie, chociaż 1-2 razy w tygodniu zdarza się skorzystać. Robiąc kanapki do pracy w domu, oszczędzam przynajmniej 100 zł miesięcznie, a nie jest to żadnym wyrzeczeniem. Kawy nie pije w ogóle, więc nie mam z tym problemu. Ja w ogóle jestem mało wymagający, bo nie lubię żadnych używek, nawet piwa, więc zerowym kosztem sporo pieniędzy mi zostaje co miesiąc w kieszeni.
    A jeśli chodzi o drobne oszczędności, to korzystam na koncie bankowym ze smart savera w ing, tudzież ze skarbonki w getin banku. I tak mniej więcej przez rok, uzbierało się tam ponad 1 tys. zł, dzięki czemu w marcu ubezpieczenie za auto które będę miał do zapłacenia, nie zaboli mnie i będzie niejako za darmo. Ponieważ comiesięczne zaokrąglenia przy płatnościach są nieodczuwalne.

    • Super Mariusz, Twoja rezygnacja z batoników przypomina mi moje odstawianie napojów energetycznych. Zaczęło się kilka lat temu od jednego dla spróbowania, a potem zamieniło się to w 1-2 dziennie. Trochę się uzależniłem, nie ukrywam 🙂 Co do słodyczy to też miewam do nich słabość. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest nie trzymanie słodyczy w domu, bo tak to potrafię zgrzeszyć. Na szczęście ostatnimi czasy staram lepiej się odżywiać, więc naturalnie wyeliminowałem drobne zachcianki, które zazwyczaj nie są zdrowe 🙂

      I mamy podobny problem (a właściwie brak problemu 🙂 ), ja też jestem bardzo mało wymagający. Alkoholu prawie wcale nie pijam, kawy tym bardziej, papierosów nie palę, naprawdę czuję każdego miesiąca jak oszczędzam setki złotych. Oczywiście też przygotowywanie posiłków do pracy w domu (kanapki + obiad).

      I co jest najlepsze w tym wszystkim, ja do niczego się nie zmuszam, z niczego nie rezygnuje. Po prostu tak jest 🙂

      Smart Saver super sprawa. Tak zwane bezbolesne oszczędzanie 🙂

    • To prawda, faktycznie bardzo dużo wydajesz na te batoniki, ale tak jak napisałaś, miłość nie wybiera 😉 Życzę wytrwałości! I może jako rozwiązanie zmiana sklepu z Kauflandu na inny, gdzie jest mnie batoników 😀 ?

      • W planach powrót do moich zdrowych śniadanek złożonych z jogurtów, owoców i różnego rodzaju otrębów, płatków owsianych, gryczanych, pestek dynii i orzechów. Zrobiłam sobie od tego przerwę i proszę – poszło w boczki…. 😉
        Teraz też zmieniam miejsce pracy na takie bliżej masy fajnych sklepów a nie tylko żabek, więc łatwiej będzie mi się zorganizować. Nie ukrywam, że te moje ogromne wydatki na słodycze itp to lenistwo, bo nie chce mi się po pracy nadkladac drogi i jechać ekstra 30 minut do sklepu na większe zakupy na jutro. Brak organizacji totalny 😀 podziel się w jakimś poście Twoim/a raczej Waszym już teraz sposobem i systemem robienia zakupów :))

        • Aśka, co do planów to powodzenia, tanio widzę nie będzie, ale najważniejsze, że zdrowo! A na tym nie ma co oszczędzać 🙂 U nas też sporo wychodzi za jedzenie właśnie ze względu, że na jedzeniu nie oszczędzamy!

          Ja akurat pracuje w miejscu gdzie prawie w ogóle nie ma sklepów w pobliżu, co sobie chwalę, mniej pokus 😉

          U nas zakupy to żadna filozofia, już pisałem o tym w komentarzach w raporcie finansowym za styczeń. Raz w tygodniu robimy większe zakupy, zazwyczaj w Lidlu. A tak na bieżąco kupujemy tak naprawdę pieczywo, wędliny, sery, jakieś serki itd. Nie lubimy tych paczkowanych, które są w dyskontach, zdecydowanie wolimy krojone wędliny i sery I to chyba cała filozofia.
          A co do innych produktów, z długą datą ważności, chemia, kosmetyki, papier toaletowy, to polujemy na promocje i bierzemy na zapas 🙂

          Powodzenia!

          • Będzie oszczędnie 😀 składniki mieszanki mam już w domu od jakiegoś czasu. Pozostaje zorganizować więcej czasu z rana na zjedzenie śniadanka 🙂
            A wiesz, że ja w Lidlu nie umiem zrobić zakupów? Jakoś tak do mnie nie przemawia. Uwielbiam stamtąd tylko lody. Przepyszne 😀

  2. Ja dla rezygnacji z efektu latte dosłownie dzisiaj zarządzilam dla mnie i dla partnera wyzwanie kto w marcu wyda mniej albo odwrotnie – komu procentowo zostanie więcej z wypłaty 😀 będzie zabawnie 😀
    Założenie jest takie, że kupujemy tylko to co niezbędne 😉

  3. Ja walczę z nałogu Pepsi. Nie dość że łamią mi się nogi i każdy lekarz odradza to ja szłam w zaparte. Nawet 2 l dziennie. Walczę z tym od tygodnia i zaczęło brakować motywacji a Twój artykuł mnie bardziej zmobilizuje bo 5 zł dziennie zrobi sumkę na koniec roku.

    • Ela, powodzenia w tym niezwykle ciężkim boju!

      Mój znajomy miał podobne uzależnienie z Coca Colą. Łatwe nie było, bo chyba rok walczył z odstawieniem, ale w końcu udało mu się 🙂 U niego zadziałało stopniowe zmniejszanie dawek. Początkowo też pił 2 l, potem 1 l, 0,5 l, a na koniec malutka puszka. Radykalne odstawienia tylko pogarszały sprawę, niczym efekt jojo. Ale najważniejsze, że udało się!

      Więc nie tylko odczuwa teraz spore oszczędności, ale i dużo lepsze samopoczucie!
      Powodzenia, życzę wytrwałości! 🙂

  4. Kolega trochę ma rację, żeby skupić się na zarabianiu pieniędzy. Jednak jest to zazwyczaj chybiony kontrargument bo ile osób tak robi? Skoro nie mogą odmówić sobie jakiejś drobnostki to w jaki sposób zdobędą się na zarabianie większej ilości pieniędzy. Te ostatnie wymaga dużo więcej wysiłku i poświęcenia bo:
    a) pracujemy na etacie – więc musimy pracować więcej, ciężej by dać się zauważyć i dostać / poprosić o podwyżkę. Lepiej iść rozmawiać z szefem o kasie czy zrezygnować z codziennego pączka?
    b) pozostając na etacie zwalniamy się do innej pracy – to zazwyczaj skutkuje podwyżką ale jesteśmy na okresie próbnym i znów musimy pracować więcej, ciężej by udowodnić że zasłużyliśmy
    c) zakładamy własną firmę – tutaj to dopiero trzeba zasuwać! Efekt latte znika bo nie ma czasu iść na latte. Nawet na jedzenie i spanie brakuje czasu. Nie dość że oszczędzamy pieniądze to jeszcze gubimy zbędne kilogramy
    d) pracujemy na etacie, prowadzimy bloga, rozpoczynamy własny biznes – czyli wszystkie 3 rzeczy na raz. Jazda bez trzymanki 😉

    Tak więc dla 99% ludzi lepiej będzie zrezygnować z przyjemności niż zarobić dodatkowe pieniądze. Choć ostatni dałem kilka sugestii i zaproponowałem, żeby zarobić dodatkowo choć 10 zł.
    http://www.opiekunfinansow.pl/of035-zarob-dodatkowe-10-zl/

  5. Szczerze to mam coraz mniej takich pierdół na które tracę kasę. Zostały w sumie te – które lubię najbardziej i z nich nie zrezygnuję. Co nie znaczy że jestem taka super zorganizowana i nie ulegam zachciankom 🙂 Mieszkam na wsi – i tu pokus jest po prostu mniej 🙂 Kawę wypiję jak ją sobie zrobię, albo pojadę do oddalonego o 15 km miasta 😉 To samo z fastfoodami 🙂 Produkty na kanapki do pracy przywożę z domu itd. Latem to jeszcze większość warzyw mam własnej produkcji 🙂 Aczkolwiek to zasługa moich rodziców, którzy poświęcają na to swój czas 🙂 Co fakt – różnica w smaku kolosalna 🙂
    Na czym nie potrafię zaoszczędzić – to dzieciaki 🙂 Naprawdę czesto ulegam ich zachciankom lub sama je rozpieszczam jakimiś drobiazgami – które kosztują 🙂
    Oczywiście ich apetyty też są hamowane otrzymywanym kieszonkowym – jednak ich radość sprawia mi radość 🙂 I ulegam – czasami z premedytacją. Tym bardziej – gdy porównują się ze znajomymi – to wychodzi że dość rygorystyczne mają zasady finansowe 🙂 Ale z drugiej strony potrafią docenić zabawkę, którą chcą kupić i wybrać z setek innych

    • Super Ula 🙂

      To prawda w mieście jest dużo więcej pokus, ale wydaje mi się, to wszystko kwestia właściwego „przeprogramowania” swojego myślenia. Bo bez tego, to nawet jak będziemy mieszkali poza miastem i tak znajdziemy coś, na co będziemy wydawali pieniądze.

      Co do jedzenia, to u nas na szczęście mama mojej dziewczyny baaaardzo nam pomaga zaopatrzając nas w produkty z własnego ogródka. Za co jesteśmy jej bardzo wdzięczni! Tak jak napisałaś, smak nie do porównania i 1000 razy zdrowiej 🙂 Już nie mogę się doczekać truskawek za kilka miesięcy 😉

      Co do dzieci to wcale Ci się nie dziwię. Co prawda sam jeszcze nie mam dzieci, ale domyślam się i z tego co widzę po znajomych, że ciężko jest odmawiać 🙂 W przypadku dzieci, jak i zdrowia i jedzenia uważam, że nie ma co oszczędzać, ale też nie można brzydko mówiąc przeginać z wydatkami. Najlepiej to wszystko wypośrodkować. Bo znam przykłady, że rodzice potrafią się zadłużyć byle uszczęśliwić swoje dzieci, czy to na prezenty świąteczne czy to fundując im drogie wakacje. Oczywiście nie chce nikogo pouczać jak ma postępować, ale wydaje mi się, że przydałby się w takich sytuacjach finansowy zdrowy rozsądek… dobrego dnia Ula! 🙂

  6. Zauważyłem po sobie że im większe ma się dochody, tym co raz częściej pieniądze wydaje się właśnie na takie nie potrzebne pierdoły, albo też nie zawsze liczy się z ceną np. kupując kawę za.. 15 zł na stacji benzynowej. A że lubię kawę to wiele pieniążków tak właśnie wydałem. Teraz podchodzę do tematu już nieco inaczej. Jadąc w trasę mam swój termos i kawę zrobioną w domku. W podobny sposób zoptymalizowałem kilka innych rzeczy.

    • Michał, gratuluję zmiany nastawienia i podejścia do oszczędności 🙂

      Paradoksalnie jest tak, że im więcej zarabiamy tym ciężej o oszczędności, pojawia się inflacja stylu życia. A za tym idzie presja otoczenia, jaka będzie ich reakcja gdy dowiedzą się, że zostaliśmy „ciułaczami” 🙂 No i potem człowiek bije się codziennie z myślami, że skoro zarabia więcej i wszyscy dookoła wydają pieniądze na fajne zabawki, to jak to będzie wyglądać?

      Dlatego tym bardziej ogromne gratulację z mojej strony i witaj w klubie oszczędzających 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz:
Proszę wprowadź swoje imię: