Koszty eksploatacji mojego samochodu. Jak oszczędzam ponad 10 tys. zł rocznie!

43

Jest to druga część cyklu dotyczącego kosztów eksploatacji samochodu. W pierwszej części pokazałem Wam jak średnio tracimy 1 400 zł miesięcznie na utrzymanie samochodu. Oczywiście jest to tylko uśredniona wartość. Pojawiły się opinie, że moje założenia są mocno zawyżone i oderwane od rzeczywistości. Tak, zgadza się, każdy przypadek jest inny. Są osoby, których utrzymanie samochodu kosztuje dużo mniej niż wspomniane 1 400 zł miesięcznie i tak samo działa to w drugą stronę. Dlatego zachęcam Cię, jeśli posiadasz samochód policzyć to na „własnej skórze” 😉 W dzisiejszym artykule pokażę Ci koszty eksploatacji mojego samochodu. Ci co regularnie zaglądają na mojego bloga, wiedzą o czym mowa. Chodzi o zmianę samochodu na niższą klasę, inaczej mówiąc na mniejszy gabarytowo pojazd 🙂 Wcześniej jeździłem Peugeotem 508, a teraz użytkuję Forda Fiestę.

Jak dużo oszczędności dała mi ta decyzja, częściowo mogliście się przekonać we wpisie Jak zaoszczędziłem 2 tys. zł na paliwie w rok. Już tamta kwota zrobiła zapewne na Was wrażenie. Uchylę rąbka tajemnicy, że jeśli chodzi o koszty eksploatacji, liczby są dużo większe. Ile dokładnie? Przekonajmy się 🙂 

 

Utrata wartości samochodu

W pierwszej części cyklu poruszyłem aspekt utraty wartości samochodu, który teraz chciałbym rozwinąć i nieco głębiej przeanalizować. Z każdym rokiem Twój samochód (choćbyś się upierał, że nie 😉 ) traci na wartości. No może, że posiadasz samochód kolekcjonerski, czego Ci zazdroszczę 🙂 I tutaj pojawia się pytanie, jakie wartości powinniśmy przyjmować? Ehhh, żeby to było takie proste. Wpływ na to ma mnóstwo czynników. Jednak w dużym skrócie dla nowego samochodu można przyjąć następujące założenia:

Najszybciej samochody tracą na wartości w początkowych 3 latach, gdzie pierwszy rok to utrata 30 % wartości, a dwa następne lata około 10-15 % wartości. Wraz z kolejnymi latami możemy założyć, że samochód będzie tracił około 7-8 % swojej wartości rocznie.

Proszę potraktujcie te wartości jako orientacyjne (nie jestem ekspertem motoryzacyjnym 😉 ), bo tak jak wspomniałem każdy przypadek będzie inny. Czynniki, które w największej mierze wpływają na utratę wartości samochodu to uznanie marki czy konkretnego modelu oraz sposobu eksploatacji konkretnego modelu (przebiegu, napraw, wypadkowości itd.).

Jako mały eksperyment sprawdźmy co by się stało z naszym kapitałem w przypadku kupna samochodu, nowego bądź używanego (porównanie utraty wartości) oraz gdybyśmy tego nie zrobili i na przykład trzymali pieniądze na lokacie bankowej przez okres 5 lat.

3 warianty:

  • Kupno nowego samochodu za 40 000 zł
  • Kupno używanego, 3 letniego samochodu o wartości 40 000 zł
  • Kapitał 40 000 zł na lokacie bankowej z oprocentowaniem 3 % netto w skali roku

utrata wartości samochodu a inwestycja

Gdybyśmy więc zamiast kupować samochód, dokonali „inwestycji” w postaci lokaty bankowej, to po okresie 5 lat mielibyśmy o około 2,71 razy więcej pieniędzy (46 371 zł / 17 123 zł) w stosunku do kupna nowego samochodu i o około 1,75 razy więcej pieniędzy w przypadku kupna samochodu używanego (46 371 zł / 26 363 zł). Pamiętajcie, że porównujemy tylko wartości naszego kapitału w różnych przypadkach po okresie 5 lat. W przypadku zakupu samochodów nie uwzględniamy tutaj kosztów eksploatacji, jakie ponieśliśmy przez ten okres.

Zrozumcie, że nie zamierzam odradzać Wam posiadania samochodu bądź sprzedanie go jeśli takowy posiadacie (chociaż wszyscy wiemy, że to by była najlepsza decyzja dla naszych finansów 😉 ). Każdy sam musi sobie szczerze odpowiedzieć jak ważne jest dla niego posiadanie samochodu i czy może sobie pozwolić na taki komfort. Tanią zabawką na pewno on nie jest, ale ja sobie nie wyobrażam funkcjonowania bez niego 🙂 

 

Jak zabezpieczyć się przed utratą wartości samochodu?

Dobre pytanie 🙂

Jak już pisałem, jest wiele czynników, które mają wpływ na utratę wartości samochodu. Jak o niego dbamy, jak go eksploatujemy, czy mieliśmy kolizje itd. Dużo też zależy od marki jaką wybierzemy. Na przykład „japończyki” (Honda, Toyota) słyną z tego, ze lepiej trzymają swoją wartość. Ale tutaj kij ma dwa końce. Z jednej strony mniej stracimy przez kilka lat użytkowania takiego pojazdu, a z drugiej, początkowa cena zakupu będzie wyższa. Co więcej, czasem nie sama marka, a już konkretne modele są mniej lub bardziej popularne. Zwróć uwagę kupując samochód czy nie będziesz miał problemu z jego sprzedażą, ze względu na niezbyt budzący zainteresowanie model czy drogie części eksploatacyjne. Ja niestety nie odrobiłem pracy domowej i popełniłem ten błąd o czym zaraz się przekonacie 😉

 

Moja historia

Teraz podzielę się z Wami moją historią, gdzie poznacie pełne koszty eksploatacji oraz utratę wartości samochodów na przestrzeni roku ich użytkowania. Bohaterami tej historii będą mój poprzedni samochód – Peugeot 508 1.6 THP 156 km oraz obecny Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 100 km. Wszystkie wyliczenia do tego wpisu możesz pobrać w arkuszu Excela poniżej.

 

POBIERZ: Koszty eksploatacji samochodu - moja historia.xlsx

 

Teraz w skrócie opiszę Wam moją przygodę motoryzacyjną z obydwoma samochodami 🙂

Forda Fiestę nabyłem za kwotę 44 500 zł i po roku eksploatacji był on wart około 40 400 zł. Ze względu, że przy zakupie był to roczny samochód, mniej więcej potwierdza się reguła, że w drugim roku samochód traci około 10-15 % swojej wartości (samochód klasy B, więc utrata wartości była w tej dolnej granicy, czyli 10%). Niestety zasada ta nie tyczyła się Peugeota. Tutaj przyznaję się szczerze, że popełniłem błąd, ponieważ samochód jak na pięciolatka miał bardzo duży przebieg. Ponad 200 tys. km i silnik benzynowy (dla silników diesla takie przebiegi to norma 🙂 ). Skutkiem tego była bardzo duża utrata wartości, około 18 % po roku użytkowania. Dodatkowo jak zobaczycie dalej w kosztach eksploatacji, poniosłem kilka większych napraw, które nadszarpnęły nie tylko mój portfel ale i moją cierpliwość 🙂

koszty eksploatacji mojego samochodu, utrata wartości

Mimo wszystko cieszę się, bo być może gdybym nie popełnił tego błędu, bo tak uznaję swoją przygodę z Peugotem z punktu finansowego, to nie zmieniłbym swojego myślenia na temat posiadania samochodu 🙂 Jeśli pamiętacie mam 27 lat, a więc sodówka potrafi uderzyć do głowy w tym wieku. Nie trudno się zapomnieć i pompować tysiące złotych w samochód by pokazać swój prestiż. Przecież wciąż powinienem kierować się tą samą zasadą co większość otoczenia „nie mogę mieć gorszego samochodu niż sąsiad”, „mnie nie stać, wezmę kredyt samochodowy i pokażę kto tu rządzi” itd… Na szczęście ja już wyrosłem z tego bagienka, bo tak nazywam zachowanie osób, które tak się zachowują. I tego samego życzę Tobie 🙂

Oczywiście ja nie żałuję nikomu wydawania pieniędzy na samochód. Jeśli dobrze zarabiasz, możesz sobie na to pozwolić, a auto sprawia Ci ogromną przyjemność, nawet chwili się nie zastanawiaj. Ale największą głupotą jest zadłużanie się na posiadanie lepszego samochodu, byle tylko móc się pokazać. Obiecaj mi, że nie będziesz tak postępować 🙂

Okej, przejdźmy do porównania kosztów eksploatacji 🙂 

 

Koszty eksploatacji moich samochodów

Poniżej znajduje się pełne zestawienie kosztów eksploatacji moich samochodów na przestrzeni roku:

koszty eksploatacji mojego samochodu, obecni a poprzedni

Tylko na paliwie (pokazywałem to we wpisie jak zaoszczędziłem na paliwie ponad 2 tys. zł w rok?) i ubezpieczeniu zaoszczędziłem około 3 600 zł rocznie! Mowa tutaj o pełnym ubezpieczeniu OC i AC w przypadku obydwu samochodów. Co więcej, w przypadku Fiesty mam przedłużoną gwarancję do 2020 roku i jedyny koszt jaki ponoszę związany z serwisem, to przegląd roczny w ASO. W styczniu tego roku kosztował mnie on 1 300 zł, o czym mówiłem Wam w raporcie finansowym. Standardowo przegląd roczny powinien wynieść około 800 zł, ale doszło kilka „drobiazgów”, które w ASO potrafią niestety słono kosztować. 

Z drugiej strony naprawy na przestrzeni roku w Peugeocie były na kosmicznym poziomie 3 300 zł. Ktoś może powiedzieć, że trafiłem na feralny egzemplarz i takie wartości przekłamują wyniki eksploatacji samochodów w tym zestawieniu. Zgadza się, nie mówię, że tak nie jest, ale ja po prostu opisuję swoją historię i jak to było u mnie 🙂 U Ciebie może to być całkowicie inaczej. Koszty napraw i serwisów mocno wpływają na ogólny wynik kosztów eksploatacji danego modelu samochodu. Ale co jest kluczowe, spójrzcie jeszcze raz, ile zaoszczędziłem tylko na dwóch aspektach, a więc na paliwie i ubezpieczeniu. Tutaj jeśli wybierzesz mniejszy samochód zawsze zaoszczędzisz pieniądze i nie ma zmiłuj! Dlatego wybieraj mądrze 😉 

Co do pozostałych kosztów eksploatacji to przyjąłem je mniej więcej na zbliżonym poziomie, aby porównanie było wiarygodne. Niestety w przypadku Peugeota czekał mnie jeszcze niemiły wydatek w postaci zakupu drugiego kompletu opon. W przypadku Fiesty udało mi się je wynegocjować przy zakupie 😉 Dlatego też zwracajcie uwagę na takie aspekty przy zakupie samochodu. Co z tego, że uda Ci się wynegocjować 1000 zł, jak zaraz będzie czekał Cię większy wydatek. Na przykład jak u mnie na zakup drugiego kompletu opon albo samochód musi przejść duży przegląd. Sprawdzaj każdy aspekt i negocjuj na wszystkim 😉

Na samochodzie da się oszczędzać i to bardzo dużo co pokazuje moja historia. Odpowiedni wybór samochodu, a nie podejście typu „zastaw się, a postaw się” pozwoli Ci sporo oszczędzić. Po prostu wybieraj samochód tak, byś każdego dnia widział ile taka decyzja daje Ci oszczędności! 🙂 Jak to możliwe? Na przykład ja za każdym razem, gdy jestem teraz przy dystrybutorze paliwa z przyjemnością tankuję mój samochód (i wcale nie chodzi o to że spadły ceny paliwa 🙂 ). Mniejsze autko sprawia, że każde tankowanie to stówka oszczędności w mojej kieszeni w porównaniu do poprzedniego samochodu 😉 

 

Całkowite roczne koszty

Tak się rozpisałem, że nie podałem ile łącznie zaoszczędziłem eksploatując dwa różne samochody. Jest to kwota 7 642 zł. Robi wrażenie? Ale to nie wszystko, bo musimy do tego doliczyć utratę wartości obydwu pojazdów. Proszę złapcie się czegoś mocno, bo nie chcę byście spadli z krzesła 🙂 Zmiana samochodu pozwoliła mi zaoszczędzić w skali roku łącznie 10 742 zł. Oczywiście jak już wspomniałem, duży wpływ na taki wynik mają wysokie koszty napraw Peugeota oraz jego spora utrata wartości. Niemniej jednak zakładając taką samą liczbę rocznie przejechanych km, około 15 tys., bo tyle mniej więcej jeżdżę, więc różnica jest ogromna!

I gdzie ja wtedy miałem oczy!? 🙁 Przepraszam, oczy to ja miałem, kupując sobie fajne autko! Wtedy po prostu zabrakło mi rozumu! 😉 

Całkowite roczne koszty eksploatacji

Jako ciekawostka, policzyłem koszt przejechania 1 km i był ono 92 % wyższy w przypadku Peugeota niż Fiesty (1,50 zł vs 0,78 zł). Wiedziałem, że różnica będzie spora, ale nie spodziewałem się, że aż tak duża 🙂 

 

Miesięczny koszt eksploatacji samochodu

Tak jak wspomniałem na początku dzisiejszego wpisu, pojawiły się głosy w pierwszej części tego cyklu, że kwota 1 400 zł miesięcznie jaką przyjąłem, że przeznaczamy na utrzymanie samochodu jest za duża. Nie mówię, że nie, ale jako punkt odniesienia możecie porównać jak to wyglądało w przypadku w moich samochodów.

koszty eksploatacji mojego samochodu, zestawienie miesięczneZmiana samochodu na mniejszy pozwala mi oszczędzać każdego miesiąca prawie 900 zł (1 872 zł – 977 zł). Są to ogromne pieniądze, dzięki jednej rozsądnej decyzji. Żałuję, że nie podchodziłem tak do samochodów kilka lat wcześniej 😉  

Po przygodzie z Peugeotem uparłem się, że następny samochód będzie z gwarancją, ale nie zamierzałem kupić nowego. Wróćcie do tabelki z utratą wartości aby wiedzieć dlaczego tak, a nie inaczej. Chociaż w ostatnim czasie spotkałem się z ciekawą analizą na kanale Saturday Car Fever na YouTube, który bardzo lubię oglądać w wolnej chwili 🙂 Co prawda film (link do filmu) głównie dotyczy finansowania zakupu nowego samochodu (kredyt, leasing, gotówka), ale też autor odniósł się do aspektu, dlaczego warto kupić nowe auto kosztem używanego 🙂

 

Zacznij oszczędzać na swoim samochodzie

Jeszcze kilka lat temu nie uwierzyłbym, że będę w takiej sytuacji jak teraz. Tym bardziej jestem z siebie dumny, bo widzę na liczbach jak wiele pieniędzy zostaje w moim portfelu (i wcale nie musiałem sprzedawać samochodu 🙂 ). Kluczowa w tym wszystkim jest po prostu zmiana podejścia do samochodu. Ja na samochód patrzę poprzez pryzmat jakim kosztem on dla mnie jest i dlatego szukam najoszczędniejszego. Nie muszę z kimkolwiek rywalizować, bo i tak zawsze przegrałbym w tej walce 😉 Oczywiście wciąż mam swoje oczekiwania co do posiadanego samochodu. Co do komfortu, parametrów, bezpieczeństwa itd.

Jeżeli nie jesteś w stanie zmienić samochodu na mniejszy, bo masz dużą rodzinę czy samochód jest Twoim narzędziem pracy, to doskonale rozumiem. Chociaż, kiedyś całymi rodzinami jeździło się maluchami nad morze i jakoś się żyło 😉 Wiem, że zaraz posypią się gromy, że czasy się zmieniają, świat idzie do przodu i nie można żyć przeszłością. No jasne, macie rację, ale jeśli nie potrzebujesz tak dużego pojazdu na co dzień, to po co przepłacać? I jeśli robisz to z głową, to super, jeśli zadłużasz się byle móc się pokazać, to współczuje Ci i mam nadzieję, że dzisiejszy wpis Tobą wstrząśnie.

I to tyle na dziś. Jestem ciekaw jak wygląda Wasza sytuacja. Proszę dajcie znać w komentarzach gdy już wyliczycie jaki jest średni miesięczny koszt eksploatacji Waszego pojazdu. Komuś udaje się uzyskać lepsze (niższe) wyniki niż mój? 🙂 A może też kiedyś popełniliście podobny błąd jak ja i mieliście parcie na dobry samochód? Chętnie poznam Wasze historie 🙂

A może właśnie teraz planujesz zmianę samochodu albo ktoś z Twoich znajomych jest na etapie poszukiwania samochodu? Jeśli tak to proszę podziel się z nim tym artykułem. Na pewno da mu do myślenia i wierzę, że pomoże dokonać rozsądnego wyboru! Czego każdemu życzę 🙂 

Szerokiej drogi 🙂 

 

 

Podobne artykuły:

  1. Jak zaoszczędziłem 2 tys. zł na paliwie rok? Poznaj sposoby oszczędzania na paliwie!
  2. Koszty eksploatacji samochodu, czyli jak tracisz 1 400 zł miesięcznie!
(Visited 1 475 times, 6 visits today)

43 KOMENTARZY

  1. U mnie rocznie wychodzi ok. 3 500 zł. + utraty wartości rocznej. W ogóle moje auto mało pali i wcale się nie psuje 😀

    • Brawo Aga, super wynik 🙂

      Ja pamiętam przy swoich pierwszych samochodach też miałem podobne wartości 🙂 I szczerze? Tęsknie za nimi, ale tak już się przywiązałem do swojej Fiesty, że ciężko mi byłoby się jej teraz pozbyć. Ehhh, i gdzie tu zdroworozsądkowe podejście 😉 ? Przy oszczędzaniu emocje powinny pójść na bok i liczbami powinno się podejmować decyzje 🙂

      Ja troszkę jestem między młotem a kowadłem, bo z jednej strony tak jak pisałem zależało mi mieć samochód z gwarancja, w pewnym sensie bezkosztowy (chodzi o naprawy) i to jest super. Ale z drugiej strony wiem, że mam sporo pieniędzy „zamrożonych” w samochodzie. No cóż, życie nie jest proste 😉

  2. U mnie średnio 1000 zł miesięcznie bez utraty wartości. Paliwo 400 zł i eksploatacja 600 zł. Trochę w rok zrobiłem. Sprzęgło, zawieszenie, hamulce. Pacjent alfa 147 jtd. Wcześniej stara corsa w gazie. Miesiecznie było 500 zł. 100% wzrostu ale trzeba żyć i amortyzowac. Fajnie piszesz. Pzdr

    • Dzięki Marcin 🙂

      Fajnie, że podzieliłeś się swoim wynikiem! To faktycznie sporo miałeś napraw, ale teraz przynajmniej będziesz miał spokój na kilka lat… Oby! 🙂

      Ja pamiętam przy swoim pierwszym samochodzie Fiacie Uno, gdy skumulowało się kilka większych napraw na raz (wymiana rozrządu, hamulce i kilka innych drobiazgów) to koszt tego wszystkiego wyniósł prawie 60% wartości samochodu 🙂 Był wart około 2 500 zł, a 1 500 zł poszło na wspomniane naprawy. No cóż, zabolało mocno, ale czymś trzeba było jeździć 🙂

    • Dzięki Bartosz 😉 Starał się zawsze na czynniki pierwsze rozłożyć każdą tematykę i uwielbiam liczby, dlatego chyba jakoś to się fajnie komponuje w całość 🙂

      Jasne, sam uwielbiam ecodriving i każdemu go polecam. Oszczędności idą tak jak napisałeś w setki złotych rocznie 😉 A jak ktoś robi większe przebiegi to nie zdziwiłbym się gdyby to było duuuużo ponad tysiąc złotych!

  3. Bardzo dobry artykuł. Trochę te auta niestety kosztują. Ja mam niestety, (chociaż może i nie niestety) słabość do aut, dużych komfortowych, które mi się podobają. Z drugiej strony, kupiłem takie ponad 3 lata temu, za ok 17 tys. i nie narzekam. Koszty eksploatacyjne, są porównywalne z Corsą żony. A że moje auto ma swoje lata, to nie traci tak na wartości. Następne, też będzie prawdopodobnie amerykańskie, z wielkim silnikiem.
    A odnośnie minimalizowania kosztów auta, to dodam od siebie, jak to było jak miało się dość ograniczone środki. Nigdy nie kupuje się auta na kredyt, to kompletna głupota (z małymi wyjątkami). Kupuje się auto na jakie nas stać, może być za 10 tys, za 5 tys, albo za 3 tys. i się jeździ. Utrata wartości prawie żadna, ubezpieczenie tanie. A jak dobrze wybierzemy, to posłuży. Auto kupione za 10 tys., po 4-5 latach, dalej jest warte 5-6 tyś. Opony zimowe kupuję bieżnikowane za pół ceny, opinie są różne, ale jakoś nie narzekam. Co mogę to sam naprawiam, jak twierdzi tata, samemu zrobi się lepiej niż mechanik, no i za darmo.

    • To prawda Mariusz, zaletą starszych samochodów jest to, że minimalnie tracą na wartości. Jeśli trafimy na egzemplarz, który prawie się nie psuje, a jedynie wymieniamy części eksploatacyjne to mówiąc przysłowiowo „jesteśmy w domu” 🙂 No i ubezpieczenie jest dużo tańsze. Jedyny problem jaki widzę to właśnie kwestia AC jak ostatnio rozmawialiśmy. Powyżej 10letnich samochodów jest problem u ubezpieczycieli. Więc jeśli auto byłoby warte 2-3 tys. zł, to jakoś udałoby się „przełknąć” kradzież takiego samochodu (chociaż żeby nikt tego nie odebrał, że nie żal mi takich pieniędzy, bo nawet 50 zł byłoby mi szkoda :), ale większe kwoty to już raczej nie wchodzą w grę.

      Duża zaletą też jest jak napisałeś, jeśli ktoś sam potrafi majstrować i zna się trochę na mechanice. U mnie niestety ta wiedza kompletnie kuleje i nie jestem złotą rączką. A szkoda, bo naprawdę można zaoszczędzić parę złotych w takich sytuacjach, a nawet dorobić jeśli faktycznie się dobrze na tym znamy 😉

      Jako ciekawostkę dodam, że kiedyś czytałem, (jak jestem w błędzie to proszę mnie poprawić), że powinno się jeździć autem o 3 – krotności naszej miesięcznej pensji. Jest to wówczas samochód na naszą kieszeń 🙂

      • Też gdzieś czytałem o tej regule, że auto powinno się kupować za maksymalnie 3 pensje. Dotyczyło to aut używanych. Ja nawet nowych aut nigdy nie brałem pod uwagę, bo dla mnie to wyrzucanie pieniędzy. Chyba że się ma firmę, zarabia się jeżdżąc autem i robi 50 tys. rocznie, wtedy rozumiem.
        Jeśli chodzi o kradzież, to nie wiem jak to jest w wielkich miastach, ale ja się nie spotkałem żeby ktoś z mojego otoczenia, bardzo się przejmował takim ryzykiem. Może to jest sprawa marginalna. Inna sprawa, zależy czym się jeździ i za ile. Ja jeżdżę bardzo rzadkim autem, takich raczej nie kradną. Aczkolwiek, wydaje mi się że ubezpieczenie od kradzieży można dokupić do każdego OC, nawet bez AC i nie jest to droga sprawa. Musiał bym spytać agenta ubezpieczeniowego. Wracając do ubezpieczenia, przyszło mi pismo, z propozycją przedłużenia ubezpieczenia OC w MTU i tu miłe zaskoczenie. OC za rok 754 zł, (rok wcześniej było 880 zł) Samochód: Chrysler 300M, rocznik 2004, silnik V6, 3,5l. Nawet nie mam pełnych zniżek. Jestem super zadowolony z ceny ubezpieczenia, aczkolwiek, pewnie się przejdę do agenta, poszukać czegoś tańszego:)
        Ja gdzieś w głowie mam zakodowaną pewną kwotę, którą mógłbym dać za samochód i tyle. Nawet mając oszczędności i niezły dochód (obecnie to max 15-20 tys. zł) Bo co za przyjemność, pracować 2-3 lata i całe oszczędności wydać na samochód, którego utrzymanie kosztuje. Już lepiej to trzymać na lokacie.

        • Trochę źle napisałem, te 15-20 tys. to nie dochód, tylko kwota którą mógł bym wydać na auto. Swoją drogą, czy można edytować własny komentarz?

          • Mariusz, niestety nie ma możliwości edytowania własnego komentarza. Ja od razu zrozumiałem, że chodzi o kwotę przeznaczoną na samochód z całej Twojej wypowiedzi, ale faktycznie ktoś mógłby źle zrozumieć.

            To faktycznie miłe zaskoczenie co do Twojego OC, zwłaszcza jeśli rok wcześniej było to prawie 130 zł więcej 😉 I tak naprawdę nic nie musiałeś negocjować, bo dostałeś pismo z propozycją, fajnie. Mi zazwyczaj przychodziły propozycje z wyższą, albo zbliżoną kwotą, dlatego zawsze kończyło się na negocjacjach 🙂

            To prawda, dla mnie niezrozumiałym jest pracować ciężko przez dłuższy okres i potem wszystko „wpakować” w samochód. Sam kiedyś fascynowałem się samochodami, ale zawsze oszczędności były na pierwszym miejscu u nigdy całości bym nie przeznaczył na taki wydatek. Znam osoby co wyjeżdżają za granicę, wracają po 2-3 latach i kupują sobie fajne auto za 40-50 tys., prawdopodobnie byle móc się pokazać… Jedyny „pozytyw” jaki w tym widzę, to że auto nie było na kredyt 😉

  4. Z tą utratą wartości samochodu masz dużo racji. Wysokość utraty wartości oczywiście najbardziej uzależniona jest od konkretnej marki samochodu i jego modelu. Pamiętam jak zachwycałem się Insignią kiedy po raz pierwszy zaprezentował ją Opel. Auto świetnie wyglądające a do tego naszpikowane elektroniką w każdym calu. Nie dziwiła mnie więc cena nowego egzemplarza przekraczająca 100k, ale przyznam że bardzo dziwiło mnie że to auto może przez 3 lata stracić na wartości 50% ceny. Jak się później okazało auto nie były pozbawione wad, bynajmniej te pierwsze egzemplarze..

    To ani ta jeszcze pikuś, spójrzcie ile na cenie potrafią stracić takie auta premium jak BMW 7, S-klasa czy Audi A8, to już jest kosmos.. no ale nic dziwnego. Utrzymanie takiego auta które ma już 5-6 lat i wylatane ponad 300 000 km nie będzie należało do tanich 😉

    • To prawda im wyższa klasa samochodu, tym szybciej traci na wartości. Sam przekonałem się o tym z Peugeotem 🙂 Ten konkretny model, który ja kupowałem przy zakupie z salonu był wart około 115 tys. zł. A po 5 latach odkupiłem go za 40 900 jak wspomniałem w artykule. Samochód w 5 lat stracił 65 % swojej wartości!!!! Oczywiście duży wpływ tutaj na utratę wartości miał spory przebieg w tym egzemplarzu, który zadziałał niczym procent składany 🙂

      I tak jak mówisz, kupić samochód to jedno, a utrzymać go to całkiem inna historia 😉 Dużo osób niestety o tym zapomina 🙂

      • Dlatego ja się chronię przed utratą wartości auta kupując, auta w takim wieku, gdy ta utrata wartości jest już niewielka. Najgorsze jest pierwsze 5 lat. Obecne auto, kupiłem 3 lata temu, za 17 tys., miało 10 lat, i kupiłem za ok 10% wartości początkowej. Do dzisiaj służy bez zarzutu.

        • Ja właśnie coraz częściej mam dylemat z obecnym samochodem. O co mi chodzi? Tak jak pisałem już wyżej w komentarzach. Z jednej strony zależy mi by był na gwarancji, ale z drugiej strony wiem, że mam sporo pieniędzy „zamrożonych”. Gdybym zmienił samochód na starszy, mógłbym na przykład różnicę wykorzystać jako wkład własny pod kupno mieszkania na wynajem. Gryzę się właśnie coraz częściej z takimi myślami. Kupując teraz używany za około 10-15 tys. byłbym w stanie około 20-25 tys. „odzyskać” 🙂

          • Otóż to, ja jestem nawet zdania że auto na gwarancji więcej kosztuje, ponieważ musisz robić przeglądy gwarancyjne w ASO. Jak pisałeś 1300 zł Cię kosztowało z drobnymi naprawami. Jak dobrze wybierzesz samochód używany, pojedziesz czasem do mechanika i zapłacisz dużo mniej. Przykładowo, wymieniałem rozrząd w zeszłym roku, zapłaciłem 300 zł za robociznę, w ASO zapłacił bym 3 razy drożej, koszt z częściami maks 800 zł. Ja też nie lubię zamrażać pieniędzy, tym bardziej, że z droższego auta nie mamy żadnego zysku. 20-25 tys, można fajnie zainwestować. Jeśli jeździ się standardowo, czyli 10-15 tys. km rocznie, to myślę że auto za 10-15 tys, spokojnie wystarczy i finansowo wyjdzie taniej.

          • Tak samo do tego podchodzę Mariusz, ale póki co wstrzymam się jeszcze ze zmianą samochodu 🙂
            Pierwszym krokiem, który już dokonałem, była zmiana na mniejszy, dużo tańszy w eksploatacji model. Drugim krokiem (ale to za jakiś czas) będzie kupno samochodu o mniejszej wartości by odzyskać zamrożone pieniądze. Mając firmę miałbym ten problem rozwiązany wybierając leasing, ale na to na razie się nie zanosi… 🙂 Dzięki za motywację!

          • Dokładnie tak, czasami na tym nowszym aucie straci się więcej, poza tym w przypadku niektórych marek części do aut nowszych są droższe niż do tych np. 10-12 letnich. No i o oczywiście więcej jest zamienników do aut starszych, nie koniecznie gorszej jakości. Ja póki co mam spokój z myśleniem o nowym zakupie auta, więc mogę skupić się na inwestowaniu pieniążków w inne rzeczy 😉

  5. Michał, gratuluję wytrwałości i poświęcenia w obniżeniu klasy samochodu. Pokażę jednak trochę inny punkt widzenia.

    W raportach finansowych nie widziałem kategorii „dzieci” więc zakładam że ich nie masz. A gdy już się pojawią zanim je wsadzisz do auta zadasz sobie pytanie „ile jest warte życie i zdrowie mojego dziecka”? Wtedy bardzo szybko (uwierz mi) kupisz samochód nie o jedną klasę ale o dwie lepszy. Nie musi być nówka ale wysokiej jakości, niezawodny i bezpieczny. Mówię to jako ojciec dwójki, który jeździł z nimi z Polski to Anglii i z powrotem. Wtedy nie patrzysz na pieniądze. Stary VW Golf poszedł na sprzedaż i kupiliśmy 10x droższą Toyotę Prius (3-letnią). Części kupuje się markowe i serwisy robi tylko u autoryzowanym warsztacie.

    Samochód traci na wartości to prawda. Ale: gdy się ma firmę można go amortyzować czyli tą utratę wartości wrzucać w koszty. Poza tym samochód zarabia na siebie (a przynajmniej powinien). Nie dość że wozi do pracy to jeszcze oszczędza czas, pieniądze, jest wygodniejszy niż inne środki transportu masowego.

    Jeśli chodzi o spadek kosztu ubezpieczenia to pamiętaj, że na to ma wpływ: firma ubezpieczająca, gdzie mieszkasz, Twój wiek, ile masz lat bezwypadkowych i wiele innych. Fakt że byłeś już kierowcą bezwypadkowym o rok dłużej mógł też mieć solidny wpływ na koszt ubezpieczenia niezależnie od samochodu. W ogóle najbardziej opłaca się nie mieć wypadków 😉 Maksymalne zniżki to 60% po 5 latach bodajże. A beznadziejnie jest być nowym kierowcą bo nie ma zniżek wcale. Dlatego warto na początku jeździć jakimś maluszkiem a dopiero po paru latach przesiąść się na coś większego.

    • Łukasz, nie rozumiem dlaczego napisałaś poświęcenia? Dla mnie to żadne poświęcenie, a zdroworozsądkowa decyzja i nie odczułem zbytnio spadku komfortu podróżowania po zmianie samochodu 🙂

      Całkowicie się z Tobą nie zgadzam odnośnie kwestii dzieci. Według Twojej teorii tylko nowymi albo kilkuletnimi samochodami wartymi kilkadziesiąt tysięcy powinniśmy wozić dzieci. To współczuję w takim razie wszystkim osobom, które nie mogą sobie pozwolić na taki samochód, a to większość społeczeństwa 🙂

      Według mnie problem leży nie w klasie samochodu, a w człowieku. Ile razy widzę osobę szarżującą na drodze a z tyłu fotelik dziecka. Ciekawe czy z dzieckiem w środku też tak jeździ? A może właśnie wyżywa się mając chwilę wolności podróżując samemu? Więc nie uważam, że musiałbym zmienić samochód, bo obecny spełnia wszystkie standardy bezpieczeństwa 🙂 I żaden samochód, nawet klasy premium, nie uchroni nikogo przed głupotą jaką często obserwuje się na drogach.

      Co do ubezpieczenia, to prawda, mnóstwo czynników ma na nie wpływ. Nie wspomniałem tego we wpisie, ale w przypadku obydwu pojazdów miałem pełne zniżki OC/AC, a więc 60%. I różnica jest kolosalna pomiędzy klasami samochodów, co widać na moim przykładzie.

      Pozdrawiam

  6. U mnie średnio wychodzi blisko 4000 zł (też nie wliczam, choć powinienem, kosztów parkingu podziemnego, doszedłby jakiś dodatkowy tysiąc). Przebieg około 10 tys. rok w rok, auto używane głównie w trasie, bo po mieście poruszam się rowerem.

    I całkowicie nie podzielam argumentów o dzieciach z wpisu Łukasza. Co to w ogóle za pytanie „ile jest warte życie i zdrowie mojego dziecka”? Tyle samo lub trochę mniej niż moje własne 🙂 I jak sam jeździłem samochodem danej klasy, tak do tego samego wsadzam moje dzieci.

    • Super Wojtek 🙂 Bardzo przyzwoity wynik.

      Ja myślę o przestawieniu się na rower wiosną/latem w dojazdach do pracy, może w tym roku się zmobilizuję 🙂 Choć niestety decydując się na rower dojazd zajmowałby mi około 20-25 minut dłużej, co w łącznie w dwie strony daje prawie godzinę. A to już dość sporo 🙁
      Zazdroszczę osobom, które mogą pracować zdalnie, wtedy w ogóle można żyć bez samochodu 🙂

    • Z dziećmi macie rację. Jeśli byśmy mieli tak patrzeć na bezpieczeństwo, to tylko 10% społeczeństwa było by stać na posiadanie dzieci. Jeśli nawet Ministra na troje dzieci nie stać. Pamiętajmy, że my się wychowaliśmy jeżdżąc maluchami, dużymi fiatami i polonezami, bez fotelików (w moim przypadku tak było) i jakoś żyjemy. Odnośnie roweru, to dużo z niego korzystałem ze względu na zacięcie sportowe. I zdarzało mi się dojeżdżać do pracy, 8, ostatnio nawet 11km w jedną stronę i było to fajne, poprawiało samopoczucie no i trochę się oszczędzało. Nie wiem jak będzie w tym roku, bo obecnie jeżdżę do pracy z koleżanką, dzieląc koszty na pół.

      • No właśnie, skoro Ministra nie stać to jak może być stać Kowalskiego 😉
        Bezpieczeństwo jest kluczowe, ale nie można dać się zwariować, bo tak jak wspomniałem najlepszy samochód nie uchroni nas przed złymi nawykami na drodze. I może tego nie doprecyzowałem, bo ktoś mógł tak odebrać moją wypowiedź. Dla mnie bezpieczeństwo jest priorytetem jeśli chodzi o wybór samochodu. I nie kupiłbym jakiegoś modelu, jeśli nie czułbym się w nim bezpiecznie.

        Mariusz, ja ostatnio wróciłem do biegania. I też czuję ogromną poprawę samopoczucia. Ostatnie kilka miesięcy trochę się zaniedbałem, ale na szczęście wracam do normalności 🙂 U mnie największym problemem w wyborze roweru przy dojazdach do pracy, jest ograniczona możliwość skorzystania z prysznica. Chociaż rano nie powinno jeszcze być aż tak gorąco. Dodatkowo jadąc spokojnym tempem może wcale nie będzie potrzeby korzystania z niego. Około 12 km mam do pracy. Muszę wypróbować 🙂

        • W mojej rodzinie, było nas troje rodzeństwa i różnica między mną a najmłodszą siostrą było 4 lata. A wszyscy skończyliśmy studia, i to nie byle jakie, bo siostry farmacje i medycynę, a ja politechnikę i jakoś rodziców było stać. Nigdy do pierwszego nie brakowało, chociaż rodzice razem zarabiali może z 5 tys. miesięcznie. Za to ich podziwiam, za tą zaradność.
          Ty mieszkając w Warszawie, masz pewnie płaski teren, więc jazda rowerem jest komfortowa. Rano jest na tyle chłodno że spokojnie jadąc powinno być ok. Też ostatnio wróciłem do biegania (z racji tego że treningi kolarskie kosztowały mnie za dużo czasu) A jako że mam charakter sportowca, to muszę coś robić ze sobą, potrzebuję rywalizacji. Wydawanie pieniędzy na hobby to też ciekawy temat, który mógł byś kiedyś poruszyć, bo jak słucham w pracy pewnych rzeczy to łapię się za głowę.

          • Mariusz, witaj w klubie, ja tez mam charakter sportowca! 🙂
            Prawie całe życie latałem za piłką i do tego trochę biegałem. Niestety teraz, chociaż to żadna wymówka, ciężko znaleźć czas na wszystko. Bez duszy sportowca ciężko byłoby mi się zmobilizować. Dlatego już wiem jaki problem mają osoby, których nie ciągnie do ćwiczeń. Na szczęście ćwiczenia i bieganie wróciło na wysokie miejsce w liście moich priorytetów, więc będzie dobrze.

            Jasne, dzięki Mariusz za pomysł. Zapisałem i w przyszłości postaram się poruszyć ten temat 🙂

  7. To ja też doprecyzuję. Komentarz przedstawiał mój punkt widzenia odnoszący się do mojej sytuacji. Moja sytuacja była specyficzna bo kilka razy w roku jeździłem z rodziną z Anglii do Polski i z powrotem. Dlatego wybrałem trzyletni samochód dobrej marki i klasy – Toyota Prius. Nie czułem się komfortowo w 8-letnim VW Golfie, którego byłem 3-cim właścicielem prując po niemieckich autostradach. Toyota została sprzedana bo w Polsce nie chciałem jeździć z kierownicą po złej stronie.

    Jestem ciekaw którego to ministra nie stać na trójkę dzieci. A zapewne nie ma to związku z samochodem. Zresztą może to i lepiej, niech się biurokraci nie mnożą. Za to ci oszczędni i przedsiębiorczy tak.

  8. Również jestem za tym by więcej płacić ale mie komfort w postaci pewności auta. Tutaj nie oszczędziśz bo co z tego jeśli oszczedzisz 10000zł a zepsuje się Tobie auta 1000 km od domu? Holowanie, hotel itd. Wyjdzie też sporo

    • I właśnie tutaj kij ma dwa końce… z używanymi samochodami jest jak z tym pudełkiem czekolady „Nigdy nie wiesz co Ci się trafi” 🙂

      Co prawda można minimalizować ryzyko, sprawdzając samochód na przykład na stacji diagnostycznej czy mając odpowiednią wiedzę robiąc to samemu. Ale nie ma co ukrywać, że wraz z wiekiem rośnie prawdopodobieństwo awarii. Tej zasady raczej nie oszukamy 😉

      Pożyjemy, zobaczymy, na razie w najbliższych miesiącach nie planuję zmiany samochodu 😉

  9. W kwestii nowe czy używane za ta sama kwotę (przykładowe 40k z artykułu) ważne są priorytety- ktoś może cenić sobie święty spokój nawet przy ‚gorszej’ marce czy słabszym wyposażeniu, dla innego może liczyć się prestiżowa marka i bajery (pół biedy jedli za tym ida tez kwestie bezpieczeństwa). Kluczowe są tez nasze wcześniejsze doświadczenia z używanymi. Temat szeroki oczywiście, ale trzeba dogłębnie przeanalizować swoje potrzeby, zasoby i to na czym nam tak naprawdę zależy jedli chodzi o użytkowanie auta.

    • Zgadza się Finedu, każdy przypadek będzie inny. Są osoby co mogą sobie pozwolić na nowe auto, a takowego nigdy nie kupią, np. ze względu na dużo większą utratę wartości. Z drugiej strony są osoby co kupują tylko nowe pojazdy bojąc się tych używanych czy po prostu mają słabość do zapachu nowego samochodu 😉 Tak jak napisałeś temat strasznie szeroki, ale najważniejsze w tym wszystkim, to wiedzieć ile to wszystko nas kosztuje 😉 Bo czasem brakuje tej świadomości i jak już było mówiono, kupić to jedno, a utrzymać pojazd to inna historia. Dobrego dnia! 🙂

  10. Ja kupiłem starszy samochód na benzynę i także nie płacę dużo za paliwo. Oczywiście zawsze są inne rzeczy do zapłacenia czy naprawy, ale samochód jest jak skarbonka.

  11. Zgadza się Mariusz, samochód potrafi dać w kość 🙁

    U mnie co prawda nie ma kosztownych napraw, ale jest większa utrata wartości niż przy starszym samochodzie. Niestety coś za coś, chyba nie ma złotego środka 🙂

  12. Dzień dobry Panie Michale,
    Na wstępie chcę pogratulować bardzo fajnego artykułu.
    Jestem na etapie zbijania kosztów utrzymania pojazdu i wszystkie rady są mile widziane, jak to mówi jedna reklama w tv: dobre rady zawsze w cenie.
    Ja kupiłem samochód w 2015 roku za 40k i rocznie kosztuje mnie on ok 10k (paliwo, ubezpieczenie, przegląd, wymiany płynów i ewentualne naprawy, opłaty za autostrady itd). Zastanawiam się, czy gdybym zastosował się do opisanych zmian zaoszczędziłbym te 10k, czyli moje roczne koszty utrzymania auta spadły by do zera? Chyba nie 🙂
    Panie Michale, pozwoli Pan, że przy okazji podzielę się moim sposobem na monitorowanie kosztów pojazdów. Używam program Finanse domowe 2,
    który ma moduł pozwalający na monitorowanie wydatków związanych z utrzymaniem samochodu.
    Dzięki niemu monitoruję wszystkie wydatki w domu + wydatki związane z kosztami pojazdów.

    • Cześć Witek! Dzięki za miłego słowo 🙂

      I proszę bez żadnego per Pan, a po prostu Michał jestem 🙂

      Widzę, że jesteśmy mniej więcej na tym samym poziomie jeśli chodzi o koszty związane z zakupem i eksploatacją samochodu. A do zera niestety kosztów nigdy nie zbijemy, bo co najmniej te kilkaset złotych, a nawet kilka tysięcy zawsze będziemy ponosić (ubezpieczenie, przegląd techniczny, utrata wartości). Więc nawet gdyby samochód stał cały rok w garażu to i tak uciekają pieniądze z naszej kieszeni.

      Dzięki za informację, w wolnej chwili zapoznam się z programem! Pozdrawiam i życzę jak najniższych kosztów związanych z pojazdem 😉

  13. Za małolata to sie brało ojca na współwłaściciela żeby korzystać z jego zniżek na oc. Teraz staram sie wybierać auta z małym ekonomicznym silnikiem i żeby części oe w dobrej cenie można było dobrać delphi np. bez problemu kupie w pierwszej lepszej hurtowni do mojej litrowej tojki

  14. Jestem na etapie zakupu auta. Wybrałam zakup nowego auta z salonu. Moje obliczenia opierają się na pięcioletnim użytkowaniu auta z LPG, a później jego sprzedażą. Rocznie jeżdżę około 30 tysięcy km. Jestem młodym kierowcą (20% zniżek).

    Koszt przejechania 1 km w moim obecnym aucie to 0,57 zł. W nowym aucie w kredycie rocznym to 0,59 zł, a przy zakupie używanego pięcioletniego to 0,56 zł. Więc różnica jest bardzo mała, ale za to różnica w wygodzie i bezpieczeństwie już duża. Starsze auta częściej się psują, trzeba wydawać więcej na serwis, ciągle się stresować czy auto dojedzie do celu.. Koszty nowego auta są przewidywalne. Pięcioletnia gwarancja producenta daje pewność kosztów eksploatacji, czy też pełen pakiet OC+AC+ASS jest tańszy kupiony w salonie niż przy używanym aucie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz:
Proszę wprowadź swoje imię: