Fundusz awaryjny, czyli jak 1-2 tys. zł uratuje Twój tyłek!

34

Dzisiejszy artykuł pierwotnie planowałem opublikować dopiero za kilka tygodni. Jednak sytuacja z ostatnich tygodni zmusiła mnie do jego przyspieszonej publikacji. Brzmi groźnie? Sami ocenicie 🙂 Ci co mnie śledzą na Facebooku zapewne już domyślają się o co chodzi. Kilka tygodni temu doszło do małego zalania łazienki i kuchni. Przyczyną była awaria już wiekowych pionów spółdzielni. Małym pocieszeniem jest dla mnie, że do awarii doszło w mieszkaniu brata, z którego niedawno się wyprowadziłem 😉 Ale wciąż jestem jego współwłaścicielem, dlatego sytuacja dotyczy też mnie. W celu zabezpieczenia się przed takimi niespodziewanymi sytuacjami, a zwłaszcza wydatkami, musimy posiadać fundusz awaryjny. Na pewno o nim słyszeliście. Już na wstępnie chciałbym podkreślić, że jeśli chcesz czuć się stabilny finansowo, to jego posiadanie nie jest dobrowolne, a absolutnie obowiązkowe!

Żeby uzmysłowić Wam jak ważny jest fundusz awaryjny, niech będzie fakt, że stawiam go najwyżej w hierarchii priorytetów finansowych. Wyżej niż nadpłata kredytu hipotecznego. A także wyżej, chociaż nie jestem w takiej sytuacji, niż nadpłata zadłużenia na karcie kredytowej czy spłata kredytów konsumpcyjnych. Pewnie jesteście zaskoczeni moim stanowiskiem? To prawda, fundusz awaryjny to absolutnie najważniejsza rzecz. Zbudowanie go powinno być pierwszym krokiem na Waszej drodze ku bezpieczeństwu finansowemu.

Zanim przejdziemy do omawiania funduszu awaryjnego, jeszcze kilka słów o naszej cudownej awarii 🙂 Na szczęście zalanie mieszkania okazało się nieduże, jedynie część sufitu zarówno w kuchni jak i w łazience. Ale efekt tego zalania jest taki, że spółdzielnia postanowiła wymienić już leciwe piony w całej klatce. Nie powiem, że ciarki przeszły nam po plecach, gdy to usłyszeliśmy. Niecałe 3 lata temu robiliśmy generalny remont mieszkania. Ale przepisy są nieugięte, dostęp do pionów w razie awarii musi być. No i też nie chcieliśmy by dalej mieszkanie zalewała woda 😉 Efekt jaki powstał widzicie poniżej na zdjęciu… jedynym pocieszeniem jest fakt, że przywrócenie łazienki do normalności nie zrujnuje naszych finansów. Kilka płytek zostało po remoncie, a przede wszystkim trochę pieniędzy dostaniemy z ubezpieczenia za zalanie sufitów 🙂 

Ale co by było w sytuacji gdyby zalanie nie było w naszym mieszkaniu, a spółdzielnia wymieniałaby piony w całej klatce? Wtedy wszystko musielibyśmy pokryć z własnej kieszeni. I w takich sytuacjach niezbędny jest właśnie fundusz awaryjny! 🙂 

Fundusz awaryjny a awaria pionu w mieszkaniu

 

Czym jest fundusz awaryjny?

Częściowo o funduszu awaryjny pisałem już we wpisie jak zarządzać oszczędnościami. Czym właściwie on jest? Jak sama jego nazwa wskazuje, pomocny jest on nam w sytuacjach awaryjnych. Bez względu jak skrupulatnie planujemy swój budżet domowy, niestety czasem przytrafiają się nam nieprzewidziane wydatki. Zepsuta lodówka bądź pralka, awaria samochodu itd.? Zwykłe, drobne awarie, które wcale nie powinny Cię dziwić. Niestety takie wydatki, dla wielu rodzin, które nie posiadają oszczędności, mogą spowodować mały kryzys finansowy. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy biegniemy po cholernie oprocentowaną pożyczkę bądź chwilówkę?

Niestety większość Polaków nie posiada oszczędności. A nawet gdy twierdzą, że je mają, to okazuje się, że mają je nie w formie pieniężnej i nie są w stanie ich szybko upłynnić. Kredyt hipoteczny i (o zgrozo) często inne kredyty konsumpcyjne powodują, że budżet domowy się nie spina i można zapomnieć o oszczędnościach. Jak możemy więc nazwać takie osoby bez funduszu awaryjnego? Tylko finansowymi kamikadze, którzy wierzą, bądź łudzą się (nie znam ich sposobu myślenia), że żadne zagrożenie ich nie dotyczy. A rzeczywistość niestety potrafi być brutalna. Drobna awaria czy choroba, które spowodują gorszy miesiąc dla Twoich finansów, potrafią urosnąć do rozmiarów prawdziwej tragedii.

Przyznam szczerze, że sam nie czułbym się zbytnio komfortowo, gdybym nie posiadał funduszu awaryjnego. A nawet posiadając go, każdy niespodziewany wydatek i tak byłby dla mnie stresem, którego wolałbym uniknąć. Dlatego tym bardziej nie rozumiem finansowego działania osób, które wychodzą z założenia „jakoś to będzie”. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę uniknąć nieprzespanych nocy. A wystarczy w tym wszystkim uzbroić się w najbardziej podstawową i uniwersalną broń, jaką jest odłożenie 1-2 tys. zł. To będzie nasz fundusz awaryjny. Może okazać się, że przez kilka lat wcale nie będziesz musiał sięgnąć po te środki, czego Ci oczywiście życzę 🙂 Ale lepiej być spokojnym, że mamy zabezpieczenie na jakąkolwiek ewentualność, niż pluć sobie w brodę, że na przykład nie zainwestowaliśmy tych środków. A i tak dużo byśmy z nich nie ugrali.

Od czasu do czasu dostaję od Was wiadomości z zapytaniami w co mogę zainwestować 10-15 tys. zł. Gdy po chwili okazuje się, że są to jedyne oszczędności, którymi dana osoba dysponuje, od razu odpowiadam, że w pierwszej kolejności te środki należy przeznaczyć na fundusz awaryjny oraz inne fundusze. To dla Waszego bezpieczeństwa finansowego. Dlatego warto opamiętać się z gwałtownym szukaniem inwestycji, a w pierwszej kolejności środki przeznaczyć na fundusze, które zapewnią nam stabilność finansową.

Zanim pomyślisz o jakichkolwiek inwestycjach, musisz zbudować fundusz awaryjny!

 

Ile środków trzymać w funduszu awaryjnym?

Wielu finansowych ekspertów rekomenduje by fundusz awaryjny oscylował w kwocie około 1-2 tys. zł. Według mnie, taka wartość jest jak najbardziej odpowiednia. Wyjątkiem mogą być osoby, których koszty życia są na dużo wyższym poziomie, niż przeciętnego Kowalskiego. Wtedy na pewno fundusz awaryjny powinien być nieco większy.

Wysokość funduszu awaryjnego będzie się różnić również w zależności od Twojej indywidualnej sytuacji. Czy mieszkasz jeszcze z rodzicami, sam, a być może właśnie zakładasz swoją rodzinę. W każdej z powyższych sytuacji fundusz awaryjny będzie nieco inny. Mieszkając jeszcze z rodzicami, zakładam, że zbudowanie funduszu awaryjnego będzie na ich, a nie na Twojej głowie. Więc jeśli jesteś w takiej sytuacji, możesz się ich spytać czy takowy posiadają 😉 

Teraz może nasuwać się pytanie, gdzie powinniśmy przetrzymywać pieniądze zgromadzone w funduszu awaryjnym? Według mnie najlepiej trzymać te środki na zwykłym rachunku oszczędnościowym. Opcjonalnie możesz skorzystać z wyżej oprocentowanej lokaty. Licz się jednak z tym, że gdy nagle będziesz potrzebował wypłacić środki, stracisz zarobione odsetki za zerwanie lokaty. Nie polecam trzymać tych środków w przysłowiowej skarpecie. Z powodu inflacji, wartość funduszu awaryjnego z biegiem czasu maleje. Modelowym rozwiązaniem byłoby posiadanie konta oszczędnościowego w innym banku niż nasze główne konto bankowe. Nie widząc tych środków na co dzień, pomoże Ci to nieco o nich zapomnieć i ograniczy pokusę sięgania po nie.

Podkreślę jeszcze raz, że fundusz awaryjny ma być Twoja żelazną rezerwą. Nie korzystaj z tych środków pod żadnym pozorem. Sięgaj po nie naprawdę w podbramkowych sytuacjach. Nie możesz używać ich jako dodatkowych środków, kiedy zabraknie Ci na rachunki bądź na paliwo.

Co ważne, nie można mylić funduszu awaryjnego z funduszem bezpieczeństwa. Wspomnę tylko, że w przypadku funduszu bezpieczeństwa, który jest dużo większym wyzwaniem dla naszych finansów, niezbędne jest uzbieranie 6-12 krotności naszych miesięcznych wydatków.

 

Jak zdobyć środki na fundusz awaryjny?

Jeśli do tej pory nie miałeś żadnych oszczędności, a tym bardziej nie słyszałeś o funduszu awaryjnym, to zapewne głowisz się teraz jak zdobyć środki, które na niego przeznaczysz? Przygotowałem krótką listę sposobów, która mam nadzieję pomoże Ci zaoszczędzić i odłożyć parę złotych właśnie na ten cel 🙂 

1. Tnij wszystkie zbędne wydatki!

Nie raz na blogu pokazywałem Wam dlaczego musimy oszczędzać pieniądze. Najlepszym i najszybszym sposobem będzie ograniczenie wydatków. Pomocny w tym może być budżet domowy, który dobrze i systematycznie prowadzony, będzie drogowskazem dla naszych pieniędzy.

Sam mogę posłużyć się tutaj dobrym przykładem. W ostatnim czasie zorientowałem się, że coraz rzadziej, a praktycznie wcale, nie korzystam z usług jakie oferuje karta Multisporta. Siłownię zamieniłem na bieganie na zewnątrz oraz coraz częściej sięgam po rower. Dotychczasowe około 35 zł miesięcznie, daje 420 zł oszczędności rocznie. A nawet jakby się uprzeć jesienią oraz zimą mogę wrócić na siłownię i basen, da to 210 zł oszczędności. Tym bardziej jestem z siebie dumny, bo tak naprawdę te pieniądze nie przechodziły przez moje palce. I tak z góry potrącał je pracodawca. Udaje Wam się znajdywać takie jakby to powiedzieć, „nie Wasze” oszczędności? 🙂 

2. Pozbądź się zbędnych rzeczy

Kiedy ostatnio rozglądałeś się po swoim mieszkaniu bądź zajrzałeś do szafek i zadałeś sobie pytanie czy wszystkiego potrzebujesz? Na pewno znajdziesz jakieś zbędne rzeczy, których sam już nie używasz, a być może komuś się przydadzą. Poświęć trochę czasu na taką analizę, a następnie zdziwisz się jak szybko Twoje rzeczy się rozejdą. Jeśli nie po znajomych, to w Internecie na portalach takich jak OLX czy Allegro uda Ci się szybko je sprzedać. Te środki mógłbyś przeznaczyć na fundusz awaryjny 🙂 

Tutaj też mogę posłużyć przykładem. Ponad rok temu przez moją głowę przeszła myśl by przekwalifikować się na programistę. W tym celu nabyłem kilka książek, które widzicie poniżej. Wcześniej całkowicie o nich zapomniałem, ale przy przeprowadzce udało mi się je odgrzebać z szafy. Skoro wiem, że mi już raczej, a właściwie na pewno, się nie przydadzą, to wierzę, że komuś na pewno jeszcze posłużą 🙂 Szybko uświadomiłem sobie, że programista byłby ze mnie jak z koziej **** trąba 😀  

Fundusz awaryjny, książki na sprzedaż

3. Poszukaj dodatkowego zajęcia

Jeśli maksymalnie ograniczyłeś wydatki oraz nie masz już żadnej rzeczy do sprzedania, a wciąż nie uzbierałeś funduszu awaryjnego, pora użyć planu B. Jest on niestety najtrudniejszy, ale pieniądze same nam z nieba nie spadną 😉 Polega on na znalezieniu dodatkowego zajęcia, którego mógłbyś podjąć się po godzinach. Masz jakieś zdolności, np. językowe? Wykorzystaj je. Poszukaj grup na Facebooku, gdzie zlecane są drobne prace czy dodatkowe zajęcia po godzinach. W dzisiejszych czasach i przy obecnym zapotrzebowaniu na pracowników, na pewno szybko znajdziesz taką dodatkową pracę. Ewentualnie możesz zawalczyć o podwyżkę w pracy, co zapewne rozwiązałoby cały problem.

 

Już wiesz dlaczego musisz mieć fundusz awaryjny! 

Nie pozostaje nic innego jak przejść teraz do działania i zbudować swój fundusz awaryjny. Postaraj się w miarę możliwości wszystkie nadwyżki finansowe, czy to powstałe w wyniku własnych oszczędności czy jednorazowych premii, przeznaczać na budowę funduszu awaryjnego. Dobrym sposobem będzie zautomatyzowanie tego procesu. Przy następnej wypłacie ustaw zlecenie stałe, dzięki czemu część wynagrodzenia automatycznie zostanie przelana na Twój fundusz awaryjny. 

Dzięki tym pierwszym dwóm tysiącom będziesz mógł powiedzieć sobie, że:

  • potrafisz oszczędzać, a więc dołączyłeś do osób, które mają już jakieś oszczędności. Jesteś w lepszej sytuacji niż większość Polaków 🙂 
  • pokonałeś dotychczasowe wymówki, który powstrzymywały Cię przed oszczędzaniem.
  • wykonałeś pierwszy, najważniejszy krok ku stabilizacji finansowej. Czego Ci serdecznie gratuluję! 🙂 

Jeśli wciąż sceptycznie podchodzisz do budowy funduszu awaryjnego, bo zgromadzone oszczędności zapewne wolałbyś zainwestować, to może dziwnie to zabrzmi, ale… rozumiem Cię. Kiedyś też popełniłem ten błąd i nie myślałem o budowaniu takiego funduszu, a szukałem i kombinowałem w co od razu zainwestować. Taka jest natura ludzka, że chcemy więcej i szybciej. Ale czy nie lepiej zamiast porywać się z motyką na słońce, być cierpliwym i od początku uczyć się mądrze zarządzać finansami? Przypuszczam, że nie jestem pierwszą osobą czy pierwszym blogerem, którzy mówią Ci o funduszu awaryjnym. Sam ten fakt powinien dać Ci do myślenia. Pamiętaj, że to Ty zawsze ponosisz odpowiedzialność za swoje decyzje finansowe. Dlatego liczę, że Twoja dojrzałość zaowocuje i swoje pierwsze oszczędności przeznaczysz właśnie na fundusz awaryjny 🙂 

A jak wyglądają Wasze fundusze awaryjne? Cieszycie się już stabilizacją finansową czy dopiero jesteście na etapie budowania go? Jeśli znacie inne sposoby na unikanie kłopotów w postaci niespodziewanych wydatków, to chciałbym byście się nimi podzielili. A może preferujecie podejście finansowego kamikadze i wierzycie, że skoro do tej pory dawaliście sobie radę, to fundusz awaryjny wcale Wam nie jest potrzebny? Zapraszam do komentowania 🙂 

 

 

Podobne artykuły:

  1. Jak zarządzać oszczędnościami? Skuteczny plan dla Twoich finansów!
(Visited 1 549 times, 9 visits today)

34 KOMENTARZY

  1. Mam już fundusz awaryjny, ale przeznaczyłam na niego nieco wyższą kwotę – 3 tys. Myślę, że jeżeli jest w stanie odłożyć tyle – jest to najbardziej optymalne rozwiązanie. Załóżmy, że zepsuje się lodówka, a jest koniec miesiąca, – fundusz awaryjny pomaga. Lodówkę można kupić za ok 1000-1500 zł (oczywiście da się taniej, ale lepiej zainwestować w sprzęt wyższej klasy i nie żałować). Jednak nieszczęśliwym zrządzeniem losu dzień później psuje się pralka (oczywiście odpukać, nikomu nie życzę). Cena takiego sprzętu to kolejne 1 tys. zł. A nie daj, że zdarzy się inna kryzysowa sytuacja. Lepiej mieć więcej w zapasie – aby móc zabezpieczyć więcej „przypadków” lub aby jedno zdarzenie nie wydrenowała w całości funduszu. Wtedy nie budujemy FA od zera, tylko mamy jeszcze coś na koncie.

    • Cześć Kasiu 🙂

      Zgadzam się, że im więcej tym lepiej, dlatego na pewno w niektórych tak nieszczęśliwych przypadkach jak opisałaś, należałoby mieć odłożone 3-5 tys. zł w funduszu awaryjnym. Z drugiej strony, przy odrobinie szczęścia może tak się zdarzyć, że przez 2-3 lata nic się nam nie zepsuje.

      Dlatego dobrym rozwiązaniem jest postanowić sobie ile rocznie będę odkładać na fundusz awaryjny, np. 2000 zł. W przypadku braku wydatków przez 3 lata, mamy 6 000 zł gdy dopadnie nas potem fala nieszczęść 🙂 Błędem może być wychodzenie z założenia, że jeśli nic nam się nie wydarzyło w poprzednim roku i mamy wciąż odłożone 2 000 zł, to nie zwiększamy funduszu awaryjnego. Prędzej czy później, limit szczęścia nam się wyczerpie, i dotknie nas jak opisałaś kilka kryzysów 🙂 Wtedy faktycznie wspomniane 1500 – 2000 zł będzie niewystarczające.

      Dodatkowo zawsze powinniśmy jeszcze dysponować funduszem bezpieczeństwa, o którym będę pisał niedługo. Wtedy w razie katastrofy, część środków można wykorzystać z tego funduszu. Pozdrawiam! 🙂

      • Cześć.
        Na początku witaj, czytam Cię już od jakiegoś czasu, dzięki za chęć dzielenia się dobrymi wzorami Z Nami.

        Co do funduszu awaryjnego, musze się nie zgodzić z tym by trzymać taki fundusz na lokacie i unikać gotówki. Cześć, np. połowa z tych 1000/2000 PLN powinna lezec w przysłowiowej skarpecie, chocby na wypadek awarii bankomatów, czy przerwy technicznej w bankach. Zysk z tych pieniędzy nie powali, a i na celu tych środków nie jest zarabianie, tylko danie nam poczucie bezpieczenstwa na możliwie wiele wariantów. Przypadki z innych Państw, vide Grecja pokazują, że warto zawsze mieć parę drobnych odlozonych w gotówce i pod ręką.
        Drugi grymas wywołało u mnie sugerowane by trzymać kasę w innym banku. Zgodzę się o ile nas to nie kosztuje i pozwala na dostep do gotówki w ciągu max. paru godzin. Przysłowiowa pralka to nie jedyny przypadek, gdzie kasy potrzebujemy niemal od ręki. Też zdarzyła mi się przykra sprawa, że stuknalem kogoś autem, wolałem zapłacić kilka stów za naprawę poszkodowanej niż tracić zniżki i czas rozwiązując sprawę tradycyjnie. Znalazlbym jeszcze kilka przykładów gdzie szybko zastrzyk z f. Awaryjnego pozwolił mi w ten czy inny sposób wyjść z opresji lepiej niż gdybym nie miał go odlozonego.
        Trzeci grymas wywołał fragment komentarza by rozbudowywać fundusz z roku na rok do kwot często za wysokich. Z uwagi że fundusz nie zarabia nie warto trzymać tam zbyt dużo, od tego jest poduszka bezpieczeństwa. Ja np. Co roku zwiększał nieco fundusz by rosl nieco bardziej od inflacji. W pewnym momencie warto skupić się na innych celach bo nie warto zakładać, że skoro przez 5 lat nic nam się nie stało i fundusz awaryjny 5 krotnie urósł to w 6 roku stanie się wszystko to co mogłoby się stać przez te 5 lat i będziemy potrzebować ogromnego funduszu awaryjnego. Oczywiście pewnie i takie coś jest możliwe, ale nieszczęścia chodzą parami nie Tabunami. Oczywiście tu ważnym założeniem jest to, że w razie naruszenia funduszu awaryjnego, bardzo szybko staramy się go odbudować.

        Parę rad ode mnie:
        Trzymam w funduszu awaryjnym również drobne w walucie. By w razie problemow w podróży również być bezpiecznym, a nie zawsze mam możliwość wymiany w razie nie planowanego wypadu, czy nie korzystnego kursu.
        U mnie wygląda to tak że połowa jest ulokowane na koncie oszczędnościowym a połowa w gotówce głównie w PLN , a ciut w euro i USD.
        Warto zastanowić się czy nie dać dostępu osobie zaufanej do przynajmniej części ww. Środków by w razie potrzeby mogła je nam dostarczyć lub użyć w naszym celu. Znów najlepiej by była w stanie zrobić to w parę godzin.

        To moje wnioski i rady z pracą nad funduszem awaryjnym.

        • Cześć Kanto,

          Miło Cię widzieć na blogu i dzięki za miłe słowa 🙂

          Co do funduszu awaryjnego jako gotówki to jak najbardziej może być takie rozwiązanie, bo tak jak napisałeś celem nie jest zarabianie i inwestowanie tych środków. Chociaż trzymanie pieniędzy na lokacie bądź koncie oszczędnościowym nie nazwałbym inwestowaniem, a po prostu ochroną kapitału przed inflacją 🙂 Jaki problem ja widzę z tą gotówką to, że niektórzy ludzie nie potrafią trzymać gotówki w domu, bo pojawia się od razu pokusa by ją wydać. Analogicznie jest ze słodyczami. Ktoś może mieć pełną szafkę i ich nie ruszy, a inna osoba nie wytrzyma chociażby z jednym batonikiem 🙂 Co więcej, wydaje mi się, że jednak większość ma czy to w domu czy przy sobie w portfelu, chociażby te 200-300 zł, bo daleko nam jeszcze do krajów Skandynawskich, gdzie już prawie wszędzie i za wszystko zapłacimy kartą. Te kilkaset złotych jest niezbędne, chociażby po to by pójść do fryzjera czy kupić ziemniaki na pobliskim bazarku 🙂

          Co do trzymania pieniędzy w innym banku, to właśnie dotyczy tych osób, których widok pieniędzy na koncie kusi. Dla tych co nie mają z tym problemu, może to być ten sam bank, a nawet właśnie gotówka w domu. Wszystko to kwestia danej osoby i jego silnej woli 🙂 Ale odnośnie tych banków, to ja na przykład mam główne konto w PKO BP, gdzie oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych, nie będę owijał w bawełnę, jest żałośnie niskie. Dlatego wybieram inny bank, oczywiście bez dodatkowych opłat za prowadzenie rachunku, gdzie trzymam środki. Może samego funduszu awaryjnego to aż tak bardzo nie dotyczy, bo tu kwoty faktycznie nie są duże, ale jeśli dodamy do tego fundusz bezpieczeństwa, to już kwota jest nieco większa. Wtedy zdecydowanie czuć 1,5% różnicy w oprocentowaniu na koncie oszczędnościowym 🙂

          Odnośnie szybkiego dostępu do gotówki to zdecydowanie masz rację. Dlatego jeśli ktoś ma FA w wysokości 2000 zł, to śmiało 500 zł może trzymać w gotówce w domu, a nawet mieć ze sobą w portfelu na wypadek sytuacji jak Twoja. Pozostałe 1500 zł wydaje mi się, że lepiej będzie trzymać na koncie.

          Co do powiększania co rok Funduszu Awaryjnego to bardziej była rada bezpośrednio do Katarzyny, niż do ogółu. Osoby, które, że tak powiem przyciągają nieszczęścia do siebie, zdecydowanie powinni dysponować większym FA. Tylko 2-3 lata to faktycznie maks. No bo absurdem byłoby jeśli przez 5-10 lat nic nam się nie przytrafiło, trzymanie w FA 10-20 tys. zł 🙂 Taka górna wartość graniczna według mnie to powinno być około 5 tys. zł. Więcej to będzie przesada.

          I ważne jest to co napisałeś, a więc w przypadku naruszenia funduszu awaryjnego, staramy się go jak najszybciej odbudować.

          Dzięki za dodatkowe rady Kanto. Dobrze, że wspomniałeś o dostępie do tych środków przez inną osobę, jest to bardzo ważne. Można np. komuś z rodziny dać pełnomocnictwo, a nawet ustawić jako współwłaściciela konta bankowego. To już kwestia zaufania co wybrać. Alternatywnie można znaleźć taką osobę, która w razie problemów gdy się pali i wali, zawsze szybko poratuje nas gotówką. Mając taką osobę może wtedy żartobliwie mówiąc okaże się, że wcale FA nam nie potrzebny 😉 ?

          Dzięki jeszcze raz za komentarz, pozdrawiam! 🙂

          • „(…) bo daleko nam jeszcze do krajów Skandynawskich, gdzie już prawie wszędzie i za wszystko zapłacimy kartą” – i obyśmy nigdy bardziej się (pod tym względem) do nich nie zbliżyli, przynajmniej do Szwecji, gdzie gotówka została już wycofana. A mówię to jako osoba, która inaczej niż kartą nie płaci.

            Co do samego awarfunduszu- ja nie rozdzielam jakoś specjalnie go z funduszem bezpieczeństwa, w calcu (czyli excelu od open office) mam to wszystko zapisane jako poduszka finansowa, po prostu w różnych miejscach i o różnym stopniu płynności. Część tych środków (tych o natychmiastowym dostępie) mam w żywej gotówce, część na koncie oszczędnościowym razem wydatkami nieregularnymi, część na RORrze w innym banku z kartą płatniczą doń. I powiem, że już korzystałem z tego rozwiązania.
            Pzdr.

          • A możesz Werserk rozwinąć swoją myśl odnośnie wycofania gotówki? Przypuszczam, że sceptycznie do tego podchodzisz ze względów bezpieczeństwa, inwigilacji rządowych instytucji itd.? 🙂 To chyba raczej już nieuniknione patrząc na co chwilę wypływające afery, ostatnio Facebook.

            A co do funduszy to spokojnie zamiast kilku można używać jednego. Sam też tak robię. Na ROR, jak już pisałem w komentarzach trzymam około 2-krotności swoich miesięcznych wydatków, a resztę właśnie na koncie oszczędnościowym.

          • Przede wszystkim- chodzi o kontrolę. Mając swe środki jedynie w postaci zapisu księgowego nie mam nad nimi żadnego wyższego władztwa. Po wtóre- patrz Cypr 2013. I jak to uszło płazem. Trzy- to coś dla oszczędzających- możliwość wprowadzenia ujemnych stóp procentowych. Cztery- wspomniana inwigilacja, nie tylko instytucji rządowych, ale i prywatnych.

            To tak w skrócie.

          • To fakt, sytuacja z Cyprem daje do myślenia, ale z drugiej strony, nawet jeśli ktoś ma teraz oszczędności w wysokości 200-300 tys. zł to czy trzyma je w gotówce w przysłowiowej skarpecie? Prawie wszyscy (poza skrajnymi pesymistami, ale to na pewno mniej niż 1%) czy osobami starszego pokolenia, trzymają je w banku. I chociaż ta sytuacja wydaje się nieprawdopodobna, to gdyby rząd zdecydował się położyć łapę na nasze pieniądze, to wątpię czy ktoś by zdążył te środki wypłacić…

            Co do kontroli i inwigilacji to się zgadzam, chociaż ktoś może powiedzieć, że to ma dobre strony, przynajmniej ta kontrola. Zapobieganie oszustwom, praniu pieniędzy itd., każdy kij ma dwa końce.

            Może to zabrzmieć jakbym bronił tego, że idziemy w kierunku eliminacji z obrotu gotówki, ale zdecydowanie tak nie jest. Abstrachując od samych pieniędzy, to przeraża mnie w jakim kierunku to wszystko idzie (robotyka, autonomiczne samochody, Internet rzeczy – Internet of Things itd.). Więc według mnie z tą gotówką to póki co jest dobrze tak jak jest teraz 🙂

          • Jeśli ktoś ma kilkaset tysięcy i które to nie są jego środkami bieżącymi, to raczej ma je trochę w banku, trochę w papierach wartościowych, trochę w żywej gotówce, trochę w kruszcach i twardych walutach. Przykład Ukrainy pokazuje, że nawet dzisiaj złoto i waluty w rękach obywateli są solą w oku rządu. A Cypr uszedł tak na sucho m. in. dlatego, że był to zwykły raj podatkowy, w dodatku masowo wykorzystywany przez Rosjan. Niemniej szkodliwy precedens został uczyniony, i to na łonie UE. Coś na ten temat mógłby powiedzieć Alexis de Tocqueville… a pieniądze poza systemem bankowym trzyma naprawdę wiele osób, znaaacznie więcej niż jeden procent.

            Co do ostatniego akapitu i twojego odczucia, to jest już bardziej dyskusja na gruncie filozofii, tym nie mniej wydaje mnie się, że zmierzamy do świata znanego z fantastyki naukowej. Ale nie w stylu Gwiezdnych Wojen (wg mnie, w ogólne nie są one sci-fiction), tylko Lema i jego Solarisa.

            Pzdr.

            PS Propsy za nowy układ artykułów

  2. Kilka razy podchodziłem już do tematu funduszu awaryjnego we własnym budżecie, główkując czy robię to dobrze. Znam teorię, którą propagujesz Ty czy inni blogerzy finansowi. Zastanawiam się jednak dlaczego właściwie „nie można mylić funduszu awaryjnego z funduszem bezpieczeństwa?”.

    Załóżmy hipotetyczną sytuację. Nie dysponuję wyodrębnioną kwotą na awaryjne wydatki, za to posiadam 50 – 100 tys. zł odłożone na rachunku oszczędnościowym, jako fundusz bezpieczeństwa. Pieniądze są łatwo dostępne, to nie lokata, można zmienić ich przeznaczenie jednym przelewem. Kiedy dochodzi do sytuacji awaryjnej, pobieram potrzebną kwotę właśnie z tej puli i finansuję awarię, zaś w kolejnych miesiącach odbudowuję fundusz bezpieczeństwa do pierwotnej kwoty. Dlaczego nie powinno to działać w ten sposób? Jakie widzisz minusy opisanej sytuacji w porównaniu z posiadaniem dwóch osobnych funduszy? Biorąc pod uwagę, że odbudowana funduszu bezpieczeństwa, po jego uszczupleniu, zawsze stanowi dla mnie priorytet. Ciekaw jestem opinii. Gratuluje merytorycznego bloga. Pozdrawiam.

    • Cześć Paweł!

      Odpowiadając na Twoje pytanie to według mnie bez problemu może to działać w taki sposób jak opisałeś, że mamy tylko jeden fundusz. Tak naprawdę wszystko zależy od nas samych jak sobie podzielimy te pieniądze i na ile funduszy. Jedni mogą mieć przykładowo 50 tys. zł i nazywać je funduszem oszczędności, a inni wolą to mieć rozbite na kilka, czyli fundusz awaryjny, fundusz bezpieczeństwa i fundusz wydatków nieregularnych.

      Szczegółowe rozbijanie jest przede wszystkim pomocne dla osób, które dopiero co raczkują z finansami, a także by w tym wszystkim się nie pogubić. Bo czym innym jest właśnie fundusz awaryjny gdy popsuje nam się pralka, telewizor itd., a czym innym fundusz bezpieczeństwa gdy tracimy pracę i mamy za co żyć przez kilka miesięcy. Najważniejsze by nie mylić tych funduszy, a szczegółowe ich rozbicie właśnie pomaga brać pieniądze z odpowiedniej „kupki”. Dodatkowo oprócz lepszego skategoryzowania naszych oszczędności, wydaje mi się, że dzieląc pieniądze na kilka funduszy, mamy takie wewnętrze poczucie, że lepiej zarządzamy oszczędnościami.

      Więc finalnie odpowiadając na Twoje pytania, to jedyny minus jaki widzę to, że można się nieco pogubić w zarządzaniu oszczędnościami. A właśnie podział na konkretne fundusze nam w tym pomaga. Ale dla kogoś kto potrafi zarządzać pieniędzmi, posiadanie „tylko” 1 funduszu nie będzie żadnym problemem, więc śmiało można tak działać. Jeszcze jeden minus jaki mi przyszedł do głowy, to, że mając tylko 1 fundusz, widzimy, że mamy dużo więcej pieniędzy, niż w przypadku, gdy jest to porozdzielane. A wtedy pojawia się pokusa, czy nie wykorzystać tych środków, np. na wakacje itd. Oczywiście to tak pół żartem, pół serio, bo ktoś może odbić piłeczkę i powiedzieć, że widząc większe oszczędności na 1 koncie, widzimy lepsze efekty naszej ciężkiej pracy 😉

      Dzięki za miłe słowa 🙂 Pozdrawiam!

      • Zgadza się, dla osób raczkujących w finansach czy wychodzących z długów podział na kilka funduszy jest kluczowy. Z czasem, gdy coraz lepiej poruszamy się po sferze finansów, można, chociaż nie rekomenduję, zamienić je na jeden fundusz.

  3. Obecnie mam odłożone 1600 zł i to naprawdę fajne uczucie 😉
    Miałam dylemat czy odkładać czy nadpłacać kredyt, ale zdecydowałam się odkładać, żeby nie zapozyczać się dalej.

    • Hej Aśka, gratulacje! Chyba uwiecznię ten Twój komentarz, bo w poprzednich głównie pisałaś o swoim zadłużeniu i problemach finansowych, a jednak da się!

      I podjęłaś najlepsza decyzję, że odłożyłaś tę kwotę, byle dalej się nie zadłużać. A na nadpłatę kredytu jeszcze przyjdzie czas, powodzenia!

    • Bea, planowałem wystawić je na OLX w tym tygodniu 🙂 Więc jeśli jesteś zainteresowana jakąś pozycją bądź całością to daj znać. Są prawie nieużywane, więc spokojnie za połowę wartości, a może jeszcze z jakimś rabatem dla stałego czytelnika, mogę odsprzedać 🙂

  4. Taki fundusz awaryjny jest niesamowicie przydatny, gdy ma się samochód. Właśnie w zeszłym tygodniu mnie uratowały dodatkowe pieniądze. Teraz pozostało uzbierać, by znów mieć pełen fundusz awaryjny i znów można spać spokojnie 😉 Pozdrawiam!

    • I o to chodzi Paweł, powodzenia w szybkiej odbudowie FA 😉 Najgorsze co może być, to nie mieć żadnych oszczędności, żyć od 1-ego do 1-ego i łudzić się, że niespodziewane wydatki nas ominą 🙂 Pozdrawiam!

  5. Ja nawet nie wyobrażam sobie nawet inaczej by nie mieć takiej dodatkowej poduszki bezpieczeństwa. W moim przypadku akurat chodzi o samochody, bo jednym jeździ moja żona a drugim ja, miesięcznie robimy łącznie jakieś 2000 km. I praktycznie nie ma miesiąca by nie trzeba było zainwestować w jakąś część. A jeśli akurat w danym miesiącu nałoży się jeszcze kilka rzeczy jak choćby teraz – awaria klimatyzacji, wygasające OC, przegląda a żeby jeszcze tego było mało trzeba zainwestować w nowe klocki. Takie dodatkowe finansowe zabezpieczenie jest więc niemal w takim przypadku niezbędne.

    • Szymon całkowicie się zgadzam 🙂 Ja nie wyobrażam sobie funkcjonować bez takiego funduszu awaryjnego. Tym bardziej bez żadnych oszczędności. Na samą taką myśl przechodzą mnie ciarki po plecach, a co dopiero mają powiedzieć osoby, które są zadłużone? Odnośnie samochodu to racja, potrafi mocno uderzyć po kieszeni. Omawiałem na blogu koszty utrzymania samochodu, a nawet konkretnie mojego obecnego modelu i wyszło prawie 1 000 zł miesięcznie. Kupa pieniędzy 🙂 Policzyłem absolutnie wszystko, wraz z utratą wartości samochodu.

  6. Paweł, mam podobnie. Jako że zawsze miałem jakieś oszczędności, dlatego nigdy tego nie rozdzielałem. Aczkolwiek, ostatnio jako fundusz awaryjny, służą mi pieniądze które mi spływają automatycznie na smart saver gdy płacę kartą czy robię przelewy. A te kilka stów zapasu zawsze na rorze mam, chociaż jestem minimalistą i zostawiam na nim to co potrzebuję na dany miesiąc. Posiadamy z żoną oszczędności na 1-1,5 roku bez dochodu, ale jakoś nie czuję się z tym super bezpiecznie.

    • Mariusz, podobnie działam jak Ty, tylko, że ja staram się na rorze trzymać około dwukrotności miesięcznych wydatków. Wiem, że ktoś może pomyśleć, że nieco za dużo, ale od zawsze tak to u mnie wyglądało. I na szczęście funkcjonowało 🙂

      Co do Twojej drugiej części wypowiedzi, to bardzo podoba mi się ogromna świadomość w tym co napisałeś. Ktoś inny przy takich oszczędnościach czułby się jak młody Bóg, który prawie osiągnął wolność finansową. A właśnie tą skromnością, świadomością i ciężką pracą dochodzi się po latach do fajnych oszczędności czy majątku. Ja żeby czuć się super bezpiecznie, potrzebowałbym oszczędności pozwalające na przeżycie około 2,5 – 3 lat, a więc jeszcze sporo pracy przede mną 🙂

  7. Michał, zgadza się.

    Ja rekomendowałbym fundusz awaryjny w wysokości 1 miesiąca wydatków. Potrzeby singla, pary i małżeństwa z kilkorgiem dzieci są bardzo różne.

    Sam teraz przeżywam remont i to totalny. Nie pozostał kamień na kamieniu i cegła na cegle. Więc rozumiem co czujesz jeśli chodzi o skuwanie pionów. Też bym się wkurzył gdyby po remoncie mnie to spotkało. Ale „na władze nie poradze”.

    • Masz rację Łukasz i też to wspomniałem, w każdym przypadku wysokość funduszu awaryjnego powinna być nieco inna. Ale te 1-2 tys. zł to według mnie absolutne minimum, które powinno dać nam namiastkę pewności siebie w zarządzaniu finansami 🙂

      Współczuję z remontem, przechodziłem przez to samo z bratem. Mieszkanie z rynku wtórnego, gdzie robione było absolutnie wszystko. Chociaż ja lubię te klimaty i przyznam szczerze, brakuje mi nieco brudnej roboty. Już potem wykończone mieszkanie naprawdę cieszy oko 🙂 Ale to fakt, przy pionach, gdy już mieszkanie wyremontowane, a wszędzie leci kurz, to można się zdenerwować.
      Powodzenia z remontem!

  8. FA jest przereklamowany.
    Zepsuła się lodówka? Weź na raty 0% (takie z RRSO 0% dostępne są od ręki w kilku sieciach handlowych).
    Właśnie wygasa OC? To rok temu nie wiedziałeś kiedy się skończy, że dzisiaj jesteś taki zaskoczony i musisz ratować się jakimiś funduszami awaryjnymi?
    Remont? Jak wyżej.
    Jakieś drobne, NAPRAWDĘ nieprzewidziane wydatki? No cóż, w takim miesiącu jednorazowo odpuść sobie oszczędzanie i wyjdziesz na swoje. W ostateczności możesz wspomóc się karta kredytową.
    Simple as that.

    • Cześć Greg,

      Bardzo optymistycznie podchodzisz do wszystkiego 🙂 Wiele osób, które mają długi i nie są w najlepszej sytuacji finansowej nie zawsze dostaną raty 0%. Analogicznie możesz nie mieć długów, ale na przykład Twoja zdolność kredytowa jest już maksymalnie wykorzystana, bo masz kredyt hipoteczny i kredyt samochodowy. Myślisz, że raty 0%, które są kolejnym kredytem czy kartę kredytową dostaniemy tak od ręki 🙂 ?

      Wszystko ładnie brzmi, gdy nie mamy żadnych długów, dobrą stabilną pracę, to wtedy takie rozwiązanie jakie zaproponowałeś zadziała. Niestety rzeczywistość nie jest taka kolorowa i Fundusz Awaryjny jest niezbędny. Ba, mając stabilną sytuację, też musimy mieć fundusz awaryjny czy po prostu oszczędności, jeśli kogoś denerwuje nazwa fundusz awaryjny 🙂 Pozdrawiam!

      • Realistycznie.
        Żeby nie dostać lodówki na raty (ile to będzie? 50 zł miesięcznie?) chyba trzeba być bezrobotnym.
        „Analogicznie możesz nie mieć długów, ale na przykład Twoja zdolność kredytowa jest już maksymalnie wykorzystana” – uwaga dla kompulsywnych zakupoholików, ale tacy i tak nie uzbierają nigdy choćby złotówki w FA.
        „mając stabilną sytuację, też musimy mieć fundusz awaryjny” – ja mam niestabilną oraz nie mam FA, a żyję.

        • Na Allegro można nie dostać kolejnych rat 0%. Albo to tylko ja tak mam 😛 mam telefon na raty z jednego z dwóch możliwych banków i mp4 z drugiego z dwoch możliwych banków. I więcej na allegro na raty 0% mi dac nie chcą 😛

        • Jeśli coś jest na raty 0%, to znaczy że koszt tej pożyczki jest już w cenie.

          Mogę domniemywać, że zarabiasz znacznie powyżej średniej krajowej przy niskich kosztach. Nie wszyscy tak mają

          „Latał motylek beztrosko,
          zahaczył o drucik, i stracił ojcostwo”

          • „ja mam niestabilną oraz nie mam FA, a żyję” – Greg są osoby, które z powodu długów ogłaszają upadłość konsumencką (liczba takich przypadków rośnie w ostatnich miesiącach) i też żyją. Więc Twój argument w ogóle do mnie nie trafia 🙂

            Nie chcę być niemiły, a tym bardziej złośliwy, ale najczęściej osoby oszczędzające, krytykują Ci co nie potrafią oszczędzać… Ale mam nadzieję, że Ciebie ten przypadek nie dotyczy. W takim razie zazdroszczę Ci nerwów ze stali oraz mam nadzieję, że nie przytrafi Ci się sytuacja, którą cytuje powyżej Werserk 😉

  9. Ja tez mam fundusz awaryjny i kryzysowy. Na awaryjnym odkładam symboliczne końcówki z konta głównego tzw. ROR-u raz 2,49 a raz 27,00 zł tak żeby była zawsze równa kwota na tym koncie głównym. Miesięcznie zawsze uzbiera się jakieś 100-150zł przez rok to już coś, w razie nagłej awarii typu niespodziewani goście 😉 Jak znalazł taki dodatkowy cash. Na funduszu kryzysowym mam odłożone 2000 zł I wyłączyłem podglad tego konta czyli defacto tych pieniędzy nie widzę a są ( czego oczy nie widzą sercu nie żal ) dodatkowo każdego 1,2 lub 3 dnia miesiąca ( w dni wolne zlecenie stałe się nie realizują, dopiero w pierwszy dzień roboczy) z automatu 370 zł wędruje na IKE ( Indywidualne Konto Emerytalne) z dzienna kapitalizacja odsetek. Tak więc trochę sprytu oraz chęci i wszystko da się zrobić. A ,, wmawianie” sobie i innym ze nie ma się z czego odłożyć jest po prostu oszukiwaniem przede wszystkim siebie. Zawsze można podjąć prace chociażby dorywczą, aby zwiększyć dochody a ograniczyć wydatki nie robiąc wilczego pędu ze ktoś coś ma to i ja muszę mieć…. można miec w ręku Nokię 3310 a na koncie grubą kasę. A życie najczęściej pokazuje ze ten co nie pokazuje ma więcej niż ten co się lansuje a oszczędności nie ma żadnych albo żyje na kredyt.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz:
Proszę wprowadź swoje imię: