Jakość edukacji finansowej w Polsce – raport FEDK

20

Jakość edukacji finansowej w Polsce jest tematem, który często budzi kontrowersję. Po pierwsze jest jej jak na lekarstwo, a po drugie nie zawsze jest przekazywana we właściwy sposób. Kilka tygodni temu odezwał się do mnie Sebastian Wieczorek, który jest założycielem i liderem inicjatywy FEDK (Finanse i Ekonomia dla każdego) składającej się z projektów edukacyjnych mających wspólny cel – podnoszenie świadomości ekonomiczno-finansowej Polaków. Temat ten jest bardzo bliski temu co robię i doskonale wkomponowuje się w misję edukacji finansowej, którą staram się samemu realizować za pomocą mojego bloga 🙂

Edukacyjny projekt, jakim jest FEDK od 4 lat podejmuje wszelakie działania właśnie w tym kierunku. Dotychczasowe prace skłoniły autorów do napisania raportu, którym chciałbym podzielić się z Wami. Jego celem jest przedstawienie rekomendacji zmian w systemie szkolnictwa obowiązkowego w celu podniesienia świadomości ekonomiczno-finansowej młodych Polaków. Raport jest owocem wielomiesięcznych analiz, obserwacji, rozmów oraz warsztatów z uczniami i nauczycielami (głównie podstaw przedsiębiorczości). 

Inspiracją do stworzenia raportu były przede wszystkim warsztaty prowadzone wśród uczniów szkół średnich w ramach inicjatywy FEDK. Podczas nich autorzy raportu utwierdzili się w przekonaniu, że świadomość finansowa uczniów (również nauczycieli) jest na bardzo niskim poziomie i należy podjąć działania, aby to zmienić. Dzięki temu kolejne pokolenia będą miały dostęp do edukacji ekonomiczno-finansowej na najwyższym poziomie, bo jak powiedział swego czasu Benjamin Franklin:

„Inwestycja w wiedzę daje najlepsze odsetki”


Autorzy raportu wierzą, że wyedukowane społeczeństwo, które podejmuje racjonalne i świadome decyzje finansowe jest fundamentem zrównoważonego rozwoju społecznego i gospodarczego Polski. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękoma.

 

Jakość edukacji finansowej w Polsce – moja ocena 

Jakie są moje odczucia co do edukacji finansowo-ekonomicznej? Może zabrzmi to teraz nierozsądnie, ale będąc w szkole za bardzo nie przywiązywałem uwagi do finansów. Z podstaw przedsiębiorczości jedynie pamiętam zagadnienia związane z giełdą, które dla większości z nas były czarną magią. Nie chcę teraz dyskredytować mojego nauczyciela, który być może nie potrafił zainteresować nas przedsiębiorczością i finansami, ale zdecydowanie nie był to przedmiot, na który czekało się z entuzjazmem. O dziwo następnie trafiłem na studia ekonomiczne, ale był to bardziej przypadek i na pewno nie marzyłem o tym od dziecka. Co do nauczania na tym etapie, było zdecydowanie lepiej. Same zajęcia były dużo ciekawsze poprzez fakt, że niektóre z nich były prowadzone przez praktyków.

Bo jak można przeczytać w raporcie jednym z mankamentów polskiej edukacji finansowej jest jej sposób przekazywania, a więc forma teoretyczna. Liczba godzin  jest niewystarczająca, a sam program nie jest dopasowany do potrzeb. Niestety edukacja finansowa zaczyna się dość późno, co wszystko powoduje że poziom wiedzy finansowej po ukończeniu szkoły średniej jest daleki od tego jakiego byśmy sobie życzyli.

W moim przypadku prawdziwa miłość do finansów tak naprawdę nie narodziła się w szkole, a poprzez działanie na własną rękę, czytając różne książki czy blogi finansowe. Więc w tym przypadku ciężko mi obiektywnie ocenić poziom edukacji finansowej, zwłaszcza w liceum. Brak zamiłowania w tamtym czasie do tematyki finansowej, spowodował, że większość informacji na lekcjach podstaw przedsiębiorczości wpadała jednym uchem, po czym od razu wylatywała drugim 🙂 Ale przejdźmy do tego co najważniejsze dziś, a więc raportu, który bardzo ciekawy, wyczerpujący, a przede wszystkim oparty na wielu różnych źródłach.

Autorzy przytaczają choćby przykład Nowej Zelandii gdzie rząd zdecydował poprawić sytuację swoich rodaków i przekazać im wiedzę finansową, która jest istotna nie tylko dla samych obywateli, ale całej gospodarki. Jaki był efekt tych działań? Obywatele Nowej Zelandii mają świadomość finansową o prawie połowę wyższą od naszej (61% do 42%). Udało się to osiągnąć dzięki zastosowaniu prostych metod i zaangażowania dużej części społeczeństwa. O jakie metody chodzi? Po więcej szczegółów odsyłam do raportu  🙂 

 

Poprawa jakości edukacji ekonomiczno-finansowej w Polsce – streszczenie raportu

Poniżej przygotowaliśmy krótkie streszczenie raportu. Oczywiście zachęcamy Was do zapoznania się z pełnym raportem, który znajdziecie nieco niżej, by w pełni zapoznać się z jakością edukacji ekonomiczno-finansowej w Polsce i proponowanych działaniach mających na celu jej poprawę. 

Czy wiesz, że każdego dnia miliony ludzi podejmuje decyzje finansowe, których skutki niejednokrotnie prowadzą do znaczących strat zarówno z perspektywy indywidualnej, rodzinnej, jak również całego społeczeństwa i gospodarki? Wyniki globalnych badań (m.in. S&P oraz OECD) nie pozostawiają złudzeń — żyjemy w czasach wszechobecnego braku świadomości ekonomiczno-finansowej. Jedynie 33% dorosłych osób na świecie posiada podstawową wiedzę z tego zakresu, co oznacza, że ok. 3,5 mld pełnoletnich nie rozumie podstawowych pojęć finansowych[1].

Na tym tle Polska nie jest „zieloną wyspą”, co potwierdzają liczne badania międzynarodowe i krajowe. Dobrym przykładem jak postępują Polacy jest stosunek do oszczędzania – 70% badanych osób stwierdziło, że warto oszczędzać, jednak tylko 13% regularnie oszczędza[2]. Co więcej, młodzi Polacy cechują się niższą wiedzą ekonomiczną niż pozostałe grupy wiekowe. Dla wielu z nich pierwsze poważne decyzje finansowe zakończyły się problemami, które mogą rzutować na ich dalsze życie (osoby w wieku 18-34 lata posiadają 4,6 mld zł zaległych zobowiązań kredytowych, a co ósmy 18-24 latek posiadający kredyt nie radzi sobie z jego spłatą)[3].

Tradycyjnym miejscem zdobywania wiedzy powinna być szkoła, jednak jak pokazuje rzeczywistość, poziom nauczania treści ekonomiczno-finansowych w polskim systemie szkolnictwa obowiązkowego ograniczony jest do minimum (jedynie 60 godzin lekcyjnych zajęć związanych z ekonomią oraz finansami w ciągu 12 lat edukacji).

jakość edukacji finansowej w Polsce

Respondenci mieli możliwość wskazania maksymalnie 3 źródeł.

Źródło: Konsorcjum Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” i Grupa IQS dla Departamentu Edukacji i Wydawnictw NBP, Stan wiedzy i świadomości ekonomicznej Polaków 2015, 2015;

Aby sprostać dzisiejszym wyzwaniom edukacji ekonomiczno-finansowej powstał raport inicjatywy FEDK (Finanse i Ekonomia Dla Każdego), znajdujący się na stronie www.fedk.pl/raport. Celem raportu jest przedstawienie rekomendacji zmian w systemie szkolnictwa obowiązkowego w celu podniesienia świadomości ekonomiczno-finansowej młodych Polaków. Przedstawione w raporcie rekomendacje stanowią wskazówkę co zrobić, aby poprawić jakość kształcenia ekonomii i finansów w polskich szkołach, a tym samym podnieść świadomość ekonomiczno-finansową Polaków.

Gruntowna zmiana systemu kształcenia ekonomii i finansów jest konieczna. Przez ostatnie 25 lat Polska dokonała „cudu gospodarczego”. Aby podtrzymać tendencje rozwojowe, niezbędne jest zbudowanie gospodarki na solidnych fundamentach, a jednym z nich jest wyedukowane finansowo społeczeństwo. Z tego względu niezbędne jest wdrożenie do systemu szkolnictwa obowiązkowego odpowiednich, długofalowych rozwiązań, które będą stanowić początek dalszych, systemowych zmian.

Zachęcamy do zapoznania się z całym raportem, który znajduje się na stronie inicjatywy FEDK www.fedk.pl/raport i poniżej:

Raport Program poprawy świadomości ekonomiczno-finansowej Polaków_FEDK

 

[1] L., Lusardi A., van Oudheusden P., Financial Literacy Around the World: Insights from the Standard & Poor’s services; Global financial literacy survey, 2015.

[2] Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy, Fundacja Think!, Badanie Postawy Polaków wobec finansów, wrzesień 2016.

[3] BIK, Świadomość finansowa — słaby punkt młodych Polaków, kwiecień 2017, https://media.bik.pl/informacje-prasowe/352565/swiadomosc-finansowa-slaby-punkt-mlodych-polakow.

 

Moje wnioski z raportu

Pozwoliłem sobie na podzielenie się z Wami raportem oraz inicjatywą podnoszenia świadomości ekonomiczno-finansowej Polaków, bo jest to niewątpliwie bardzo istotny aspekt naszego społeczeństwa. Jak pokazuje raport wciąż wiele osób jest z finansami „na bakier”. Oczywiście nie możemy zakładać, że szkoła załatwi za nas całą edukację finansową, bo na pewno tak się nie stanie. Jest to niewykonalne nawet przy najbardziej optymistycznych założeniach. Tak naprawdę obowiązek edukacji finansowo-ekonomicznej spoczywa na nas wszystkich i całym rynku finansowym. 

Skoro wiemy już jak ważna jest edukacja finansowa, pomyślmy przez chwilę co moglibyśmy odpowiedzieć, gdyby ktoś nas się spytał jak ją zdobyć? Według mnie najważniejsze w tym wszystkim to CHCIEĆ tę wiedzę finansową pozyskać 🙂 Jak pokazał mój przykład szkolny, ja nie byłem na tę wiedzę gotowy. Dlatego bez poczucia, że jest to potrzebne i przydatne, większość z nas szybko się podda i stwierdzi „to dla mnie za trudne” albo w ogóle nie wykaże zainteresowania w danym kierunku.

Gdzie w takim razie warto pogłębiać swoją wiedzę finansową? Ja chętnie polecam wszystkim moim znajomym… blogi 🙂 Chociażby te, które widzicie po prawej stronie (w zakładce blogi, które czytam). Duże portale finansowe często zamiast przekazywać wiedzę w ciekawy sposób, szukają jak największej liczby kliknięć. I mam wrażenie, że to właśnie dyskusje na blogach są dużo bardziej merytoryczne. Z drugiej strony niewątpliwie najlepszym dostarczycielem wiedzy jest nasze własne doświadczenie. Niestety nie raz nauka na własnych błędach jest często tą, która przynosi najlepsze korzyści. Dlatego warto jak najwcześniej zadbać o porządek w finansach osobistych, by starać się popełniać jak najmniej błędów tych najbardziej kosztownych. 

Co więcej na szczęście jest coraz więcej osób dla których finanse nie tylko własne ale i innych są bardzo ważne. Dlatego inicjatywy takie jak FEDK zawsze będę popierał i dzielił się nimi na swoim blogu. Zachęcam do zajrzenia do raportu, warto go upublicznić i podzielić się nim ze znajomymi, bo tak jak wspomniałem obowiązek edukacji finansowo-ekonomicznej spoczywa na nas wszystkich 🙂 

Na koniec mam do Was gorącą prośbę byście podzielili się swoimi odczuciami o Waszych doświadczeniach odnośnie edukacji ekonomiczno-finansowej w szkołach. A także chętnie dowiem się w jaki sposób Wy i Wasze rodziny (dzieci, rodzeństwo, członkowie w wieku szkolnym) pozyskujecie wiedzę finansową? Jak wyglądają rozmowy o finansach w rodzinie, np. z dziećmi? Jesteście zwolennikami by w szkołach było więcej zajęć finansowych? A może po prostu wystarczy więcej praktyki niż teorii? Chcielibyście więcej dowiedzieć się w temacie i zależy Wam na poprawie świadomości finansowej nas wszystkich? FEDK organizuje różne warsztaty dla każdego, nie tylko dzieci. Zachęcam Was niezmiernie do zapoznania się z ciekawymi materiałami edukacyjnymi dla nauczycieli. Więcej szczegółów bezpośrednio na stronie FEDK.

I dziękuję za poświęcony czas na przeczytanie wpisu i raportu! 🙂  

 

PS. Niedawno założyłem kanał YouTube. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się nieco więcej o finansach w formie wideo, to zapraszam do obejrzenia 😉 

Zachęcam Cię również do subskrypcji mojego kanału poniżej! Bardzo Ci dziękuję! 🙂 

(Visited 323 times, 5 visits today)

20 KOMENTARZY

  1. Z mojego punktu widzenia „Przedsiębiorczość”, którą miałem w podstawówce i „Podstawy przedsiębiorczości” w liceum (na etapie gimnazjum chyba w ogóle nie było takiego przedmiotu, albo go nie pamiętam) to totalny absurd. Po jaką cholerę uczyć tworzenia biznesplanu firmy, szczegółów rejestrowania działalności i szczegółów prawnych które mogą się zdezaktualizować w ciągu kilku miesięcy, bez wcześniejszego uczenia absolutnych podstaw – zarządzania budżetem, planowania i pilnowania wydatków, planowania celów finansowych i innych zasad, które pozostają niezmienne niezależnie od otoczenia prawnego, miejsca zamieszkania, poziomu zarobków… Również nie byłem fanem tych przedmiotów właśnie z tego względu – nie uczyły NICZEGO przydatnego (no dobra, może poza wypełnianiem PITu, w liceum, co miałem już oblatane od czasów gimnazjum, tego nauczyli mnie rodzice kiedy podjąłem pierwszą pracę, jednak nie każdy musiał mieć taką samą sytuację). Procent składany był wytłumaczony bardziej jako zagadnienie matematyczne niż finansowe, na przykładach zupełnie nieprzystających do realiów.
    Na studiach (informatyka) mieliśmy przedmiot poświęcony analizie rynków kapitałowych – nie był źle prowadzony od strony merytorycznej, ale siłą rzeczy dotyczył inwestowania, nie zarządzania finansami. Szczęśliwie, to on pchnął mnie do poszukiwania informacji finansowych (oczywiście od strony inwestycyjnej, bo o zwykłym oszczędzaniu wtedy nie pomyślałem) i tylko fakt, że miałem jako taką intuicję odnośnie wiarygodności źródeł (oraz, ze względu na nawyk wyszukiwania więcej niż jednego źródła) sprawił że ostatecznie trafiłem na JOP, i zabrałem się za edukację finansową i gromadzenie oszczędności od dobrej strony 😉
    Uważam, że może niekoniecznie trzeba poświęcić więcej godzin szkolnych na edukację finansową (choć na pewno by to nie zaszkodziło), jednak na pewno konieczne jest lepsze wykorzystanie tego czasu, który już jest przeznaczony. Bo naprawdę mało którego gimnazjalistę czy licealistę będą interesować szczegóły prowadzenia działalności gospodarczej, kiedy problemem jest „jak wytrzymać na tak małym kieszonkowym” 😉

    • Krzysztof, dzięki za wyczerpującą odpowiedź 🙂
      Zgadzam się z Tobą w 100%, bez podstaw finansów, o których wspomniałeś nie ma sensu iść dalej w las i uczyć aspektów związanych z prowadzeniem biznesu. To już raczej rola studiów, a nie gimnazjum i liceum. Na tym etapie zdecydowanie powinien być kładziony nacisk na podstawy finansów. U mnie o dziwo nie było nawet nauki wypełniania PITu (może wychodzili w tamtym czasie z założenia, że i tak każdy ma kogoś w rodzinie do kogo się zgłaszamy w tym celu 🙂 ), a tym bardziej procentu składanego. A właśnie takie zagadnienia jak procent składany, wytłumaczone w interesujący sposób (z punktu finansowego, a nie matematycznego w formie wzorów), mogą być takim bodźcem do zainteresowania się finansami.

      Odnośnie samych zajęć, to jak napisałeś, lepsze zagospodarowanie tego czasu, więcej praktyki, no i przydałby się nauczyciel z pasją. Bo jeśli trafi się taki jak np. ja miałem na historii, który otwierał książkę i przynudzającym głosem nawet nie opowiadał, a czytał co w niej było, to raczej nie wróże sukcesu. Ale i tak praca na własną rękę zawsze będzie najefektywniejsza. Na szczęście w Internecie dzieje się coraz więcej dobrego w tej kwestii czy to blogi finansowe czy powstają takie inicjatywy jak Sebastiana. A tak przy okazji jestem ciekawy, czy na lekcjach podstaw przedsiębiorczości nauczyciele odsyłają czy inspirują się przykładami z blogów finansowych, jak Michała Szafrańskiego czy Marcina Iwucia itd. 🙂

      • Co do nauczyciela z pasją, to jest warunek konieczny do tego żeby jakikolwiek przedmiot miał sens – tematyka finansów nie jest tu wyjątkowa. Co do odsyłania do przykładów z blogów finansowych, trudno mi powiedzieć, szkoła na szczęście już dawno za mną, choć nie zdziwiłoby mnie to w przypadku co bardziej ogarniętych nauczycieli 😉
        Nie wiem czy zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że praca na własną rękę będzie najefektywniejsza, chyba że to był skrót myślowy od „dobre nauczenie podstaw uzupełnione pracą na własną rękę…” – wtedy jak najbardziej. Mam jednak wrażenie,że w chwili obecnej to domena studiów (o ile oczywiście komuś się chce, ale tego wymogu się nigdy nie przeskoczy) – z perspektywy czasu myślę że to właśnie w tym okresie najlepiej nauczyłem się jak się uczyć – w szkole raczej był na to kładziony niewielki nacisk.

        • Praca na własną rękę to był skrót myślowy tego, że tak jak napisałem w artykule należy CHCIEĆ tę wiedzę finansową pozyskać. Bo nawet jak zapewni nam się najlepsze warunki, czyli odpowiednią ilość czasu (dodatkowe zajęcia z finansów osobistych jak korki z angielskiego 😉 ?), najlepszych nauczycieli, najlepsze materiały i naukę przedmiotu w postaci nie tylko teoretycznej, ale i praktycznej, to jeśli nie będziemy chcieli czegoś się nauczyć samemu, to zazwyczaj nic z tego nie będzie. Byłyby na pewno lepsze efekty, niż w gorszych warunkach, ale na pewno nie takie gdy robimy coś z pasją i sami brniemy w tym kierunku by jak najbardziej pogłębić swoją wiedzę 🙂

  2. Opowiem jedną historię ze szkoły mojej córki, która więcej mówi o realiach edukacji finansowej. Kilka lat temu (pewnie pamiętasz) wszedł do szkół zakaz sprzedawania słodkich bułek, „niezdrowych” przekąsek i ta dalej. Kilka dni po zamknięciu szkolnego sklepiku jeden z uczniów, razem z kumplem przynieśli z domu toster, paczkę tostów, ser w plasterkach i na korytarzu (w czasie przerw) przypiekali kanapki. Nie trudno się domyślić, że rozchodziły się jak… świeże bułeczki (proszę wybaczyć wyświechtany zwrot :). Cena za sztukę około 8 zł (dokładnie nie pamiętam). Gdy sprawa dotarła do dyrekcji szkoły, rozpętała się afera, że młodociani żerują na głodzie innych dzieci i w ten nieuczciwy sposób napychają sobie kieszeń. Było zebranie rodziców, postępowanie dyscyplinujące i inne takie. Pytanie z jedną niewiadomą: Jaką lekcję otrzymali wszyscy uczniowie z tej szkoły?

  3. Piotrek,
    super historia. Chlopcy powinni dostac zakaz bo to jednak rozgrzany toster wsrod dzieciakow 😉 ale jednoczesnie bym ich pochwalil za przedsiebiorczosc. A nauczyciele mogli przeciez zorganizowac sklepik, w ktorym dzieciaki by sie uczyly jak sie sprzedaje, zarabia, co to jest marża… no ale latwiej zrobic lekcje biblioteczna 😉

    Jezeli chodzi o mnie to uwazam, ze Kiyosaki powinien byc lektura obowiazkowa a potem w szkole sredniej powinno sie przerabiac Szafranskiego.
    Do tego praktyka. Z tym w mojej okolicy jest troszke lepiej niz kiedys. dzieciaki z rodzicami organizuja np pikniki, na ktorych sprzedaja np lemoniade i za zarobione pieniadze jada na wycieczke.

    Niestety wciąż szkoła ksztalci pracownikow, nie przedsiebiorcow. Ja klasyki ekonomii nauczyłem się z książek, na studiach … Oszczedzania i ciezkiej pracy nauczylem sie w domu. A o wolnosci finansowej, inwestycjach, nieruchomosciach czytam na blogach takich jak ten, jak blog Michala Szafranskiego (on byl pierwszy, za co uklon w strone Michala), jak blog Wolnego (wolnymbyc) czy blogi zagraniczne: mr money moustache, pat flyn, dave ramsey, esi money …

    jak ktos mnie pyta jak zaczac, co robic…? mowie: zacznij. nie masz na mieszkanie, kup garaz i wynajmij … dzialaj, rob cos. tylko tak sie nauczysz.

    • „Chlopcy powinni dostac zakaz bo to jednak rozgrzany toster wsrod dzieciakow ”

      Pozwolę sobie zauważyć, że z takim podejściem wychowawczym wypuszcza się w świat niedorozwoje… dwudziestoletnie dzieciaki całe życie chowane pod kloszem…

      Z resztą pełna zgoda.

      • Hmmm, mialem na myśli raczej 6-7 letnie dzieci 🙂
        Z tym kloszem zgoda. Niemniej ja swoich dzieci nie zostawiam z rozgrzana patelnia czy gotującą się zupa. Jeżeli masz na myśli 16latka, któremu mama pakuje tornister to podpisuje się obiema rękoma 🙂

  4. Zabiorę głos w dyskusji jako nauczycielka przedsiębiorczości i jednocześnie praktyk biznesu. Połączenie teorii z praktyką oraz moja pasja nauczania powoduje ,że podobno moje lekcje uchodzą za ciekawe. Zawsze mówię uczniom jaki jest cel przekazywania danej wiedzy , odwołuję się do przykładów z życia, a mimo wszystko większość uczniów tak jak napisał Michał jest niestety nie gotowa na przyjęcie tej wiedzy, wydaje im się ,że to ich nie dotyczy, a nawet usłyszałam taki tekst ,że „ jak będę potrzebował to sobie przeczytam”. Finanse to liczenie ,a liczenie to matematyka i tutaj zaczynają się schody , bo uczniowie z góry zakładają ,że to musi być trudne. Ja się jednak nie poddaję i tłumaczę do skutku. Sama nie lubię za dużo teorii więc organizuję uczniom wiele warsztatów, spotkań z ludźmi biznesu, zachęcam do brania udziału w różnych projektach, programach ( SIGG, FMP, Revas, Hotelstars, Zwolnieni z teorii , Start Up Jump itd.) mając nadzieję ,że coś z tego zostanie w głowach tych młodych ludzi. Co do podręcznika , to rzeczywiście informacje w nim zawarte szybko się dezaktualizują, szczególnie w ciągu ostatnich 2 lat, więc wiele czytam sama i szkolę się we własnym zakresie , aby podać uczniom te najświeższe informacje. Dokonuję także selekcji doboru treści , wybierając to co uważam za najważniejsze i najbardziej przydatne w dalszym życiu tych młodych ludzi. Ponieważ w nowej reformie oświatowej znika taki przedmiot jak ekonomia w praktyce, przekonałam dyrektorkę szkoły i grono pedagogiczne o konieczności wprowadzenia takiego przedmiotu dodatkowego, który pogłębi wiedzę finansową uczniów i zwiększy świadomość racjonalnego zarządzania finansami. Stąd w ofercie mojej szkoły pojawił się przedmiot – Edukacja finansowa- Finanse osobiste, który będę realizować w III klasie LO. O konieczności wprowadzenia takiego przedmiotu wspomina nawet w wywiadzie do Polskiego Radia (VI 2017) rzecznik MF p. Łukasz Świerżewski. MF zgłosiło do MEN propozycję wprowadzenia do szkół nowego obowiązkowego przedmiotu „ Finanse i ekonomia”, tylko kto miałby uczyć tego przedmiotu, za tym pomysłem powinny pójść studia podyplomowe, lub szkolenia , kursy uzupełniające, a nie samokształcenie nauczyciela.Reasumując , szkoda ,że nie dotarła do mnie wcześniej inicjatywa FEDK, bo chętnie włączyłabym się w jej działania , czy udział w warsztatach. Jestem jednak otwarta na dalsze działania FEDK i innych pasjonatów przekazywania wiedzy, jeszcze dużo możemy zdziałać wspólnie dla dobra młodych ludzi, przyszłych konsumentów usług i produktów finansowych. Niestety raport oddaje smutna rzeczywistość.

    • Kasiu, raport za 2 kwartał pojawi się na początku następnego tygodnia, prawdopodobnie 17 lipca 🙂 Przepraszam, że tak późno! Następnym razem postaram się publikować go w 1 tygodniu po zakończonym kwartale 🙂

  5. Ja mam tylko nadzieję, że jeśli takie nauczanie trafi pod strzechy wskutek jakichś posunięć właściwego ministerstwa, to będzie ono oparte na wiedzy spisanej i przekazywanej przez fachowców, a nie blogerów. To nie są synonimy, a przynajmniej nie zawsze.

    • Moim zdaniem finansowy ninja albo książka Marcina Iwucia są naprawdę świetne i powinny być omawiane w szkole. Jest naprawdę wiele książek o finansach, które warto omawiać a nie w kółko te same depresyjne lektury. I osobiście uważam, że nic tak dobrze nie uczy przedsiębiorczości jak nagły brak kasy albo spore obniżenie dochodu. Nagle widzimy czego faktycznie nam trzeba, a co jest dodatkiem.

      • Tzw metoda gdy jesteśmy rzuceni na głęboką wodę 🙂 Dlatego paradoksalnie czego wiele osób nie rozumie i sprzeciwia się gdy to słyszy, osoby z łatwiejszym startem, wcale nie mają tak w życiu łatwo 🙂 Brak poszanowania pieniędzy, presja otoczenie na konsumowanie życia i otaczanie się zabawkami itd. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale na pewno gdyby przeprowadzić badania takie jak w książce Sekrety Amerykańskich Milionerów, to ukształtowała by się zbliżona zależność. Na pewno dużo rzadziej przejada się zgromadzony majątek, gdy się samemu do niego doszło, niż gdy się go otrzymało chociażby w spadku. Braku kasy nikomu nie życzę, ale faktycznie jak napisałaś Askadasuna, dopiero wtedy zazwyczaj następują radykalne zmiany w podejściu do finansów osobistych 🙂

  6. Też miałem podstawy przedsiębiorczości- nauczycielem była chemiczka, która przez kilka miesięcy opowiadała, że “stół szwedzki rządzi się swoimi prawami” (to a propos studniówki- znaczną część zajęć poświęcała przygotowaniom do tejże). Co poza tym? Jedna (słownie: jedna) lekcja o funkcji pieniądza (swoją drogą nic nie wnosząca do mojego życia) i dwie czy trzy o negocjacjach biznesowych, gdzie mieliśmy film (podejrzewam że z początku lat 90.) tematyczny, w którym poruszano tak ważne zagadnienia dla licealistów jak różnice kulturowe w biznesie etc etc. Ale, żeby nie było, układaliśmy też biznesplany. Tak! Jak to wyglądało? Przez pół roku dowiadywaliśmy się, co powinno w nim być (jakbyśmy przygotowywali coś na kształt projektu EFRA), po czym swój napisałem w jeden wieczór, założenia biorąc z sufitu a liczby z powietrza. Ocena merytoryczna? Napisałeś coś tam, to bdb.

    I najlepsze na koniec- jak połowa klasy (w tym ja) zdobyła ocenę celującą na koniec roku? Otóż mieliśmy lekcję wyjazdową w placówce BZ WBK, gdzie mogliśmy założyć konto <30. Wystarczyło uczestnictwo…

  7. Edukacja finansowa w Polsce jest chu…owa. Tak samo jak wiedza na temat praw i obowiązków wynikających z kodeksu pracy. W mojej firmie w kwestii KP jest po prostu ciemnogród. A KP nie jest ani ciężko napisany, ani trudny. W dodatku jest mnóstwo przystępnych opracowań.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz:
Proszę wprowadź swoje imię: